RZYMSKIE BOŻE NARODZENIE

Były “Rzymskie Wakacje”, może być rzymskie Boże Narodzenie. Nie ma to jak uciec od świątecznego zgiełku, obowiązków, prezentów dla całej rodziny, gotowania i… jedzenia kolejnego pieroga oraz ciasteczka. Zamiast tego wystarczy kupić bilety i wyjechać. Proste..? Nie tylko proste, ale i fantastyczne!

Plan prosty 3 dni w Rzymie (nieraz już odwiedzonym – można przeczytać tutaj: http://7mildalej.pl/roma-la-citta-eterna/) i 3 dni dolce-far-niente nad morzem, nad które można dojechać szybko i tanio, czyli w Ostii!

Lecimy ***** linią, czyli LUFTHANSĄ z krótką przesiadką w MUC. Nomen omen – w terminie rezerwacji nie wyszło drożej niż popularnym low-costem zaczynającym się na literę “W”. Obydwa odcinki: WAW-MUC i MUC-FCO obsługuje A320. Nowej, świeckiej tradycji stało zadość – 22. grudnia Warszawa żegna nas deszczem, zamiast śniegiem. Miejsce 11F – przy emergency exit pozwala rozprostować nogi. Czasu na lotnisku Franza Josefa Straussa (MUC) na przesiadkę niewiele, ale wystarczająco, żeby “wciągnąć” bawarskie przysmaki czyli precle. O monachijskiej kuchni czytaj: http://7mildalej.pl/bawarskie-smaki/.

Lecimy na południe, ale pod nami (na trasie MUC – FCO) mijamy pokryte śniegiem szczyty. O tej porze roku w Alpach – normalne zjawisko.

Rzym wita nas pochmurnym niebem, ale wysoką temperaturą – jest około +18 stopni Celsjusza. Z Fiumicino do hotelu podróżujemy tym razem nie lotniskowym expresem LEONARDO, a busem (jest tańszy, z “dostawą” pod hotel, a czas przejazdu zbliżony).

Hotel zarezerwowałem tradycyjnie – w centrum, w pobliżu Stazione Termini – dodatkowo blisko dwóch linii metra i dworca autobusowego. La Casa di Amy okazał się strzałem w dziesiątkę. Jeśli ktoś nie oczekuje **** i full service’u można go jak najbardziej polecić. Jakość w tym przypadku wręcz wyprzedza cenę (więcej: http://7mildalej.pl/nocleg-w-rzymie/).

W związku z tym, że byliśmy stosunkowo wcześnie, to bagaże przechowano nam w recepcji, a pokój przygotowano przed godziną, od której zaczyna się doba hotelowa. Pierwsze kroki skierowaliśmy w okolice wzgórza Eskwilinu, gdzie znajduje się papieska Basilica Santa Maria Maggiore. Bazylika zwana jest również bazyliką Matki Boskiej Śnieżnej – z czym wiąże się pewna legenda. Jeden z papieży, a mianowicie Liberiusz, na początku swojego 14-letniego pontyfikatu, w 352 roku miał sen. Matka Boska nakazała mu wybudować kościół w miejscu, w którym spadnie latem śnieg. Jak powiedziała, tak się stało – nocą z 4. na 5. sierpnia 352 roku na wzgórze eskwilińskie spadł śnieg! Papież wytyczył zarysy przyszłej bazyliki, którą ostatecznie wybudował 80 lat później papież Sykstus III na miejscu świątyni Junony.

Bazylikę odwiedziliśmy raz jeszcze – ostatniego dnia pobytu w Rzymie.

Nad jej wejściem góruje ponad 70-metrowa kampanila (dzwonnica), a trójnawowe ponad 80-metrowe wnętrze charakteryzuje się dwustronną kolumnadą – zgodnie z podaniami – zabranymi ze świątyni Junony. Wnętrze dosłownie powala – szkoda opisu, to po prostu trzeba “naocznie” zobaczyć.

RZYM ZNANY, RZYM ODWIEDZANY

Nie o bazylice miało być na początku! A o zabytkach Romy w wersji light.

Amfiteatr Flawiuszy… Któż go nie zna!

Po odstaniu 40 minut w kolejce, Koloseum można podziwiać od wewnątrz.

Piazza della Repubblica – któż będąc w Romie nie odwiedził tego jakże charakterystycznego placu związanego ze zjednoczeniem XIX-wiecznych Włoch..?

Łuk Konstantyna Wielkiego (Arco di Costantino) z 315 roku – ciężko go nie zauważyć odwiedzając Colosseo.

“Maszynę do pisania” jak mówią miejscowi na Altare della Patria (Ołtarz Ojczyzny) też pewnie widzieliście…

O Fontannie di Trevi, a której kąpała się Anita Ekberg nawet nie wspomnę…

O Schodach Hiszpańskich, zwanych tak naprawdę Scalinata di Trinita dei Monti (tym razem niezatłoczonych!) już szkoda pisać…

Piazza del Popolo – jeden z żelaznych punktów zwiedzania Rzymu – z samej już nazwy – Plac (wszystkich) Ludzi… Swoją drogą – znajdujący się tam obelisk, który został “podprowadzony” przez Oktawiana Augusta z Egiptu wybudował faraon Ramzes II zwany Wielkim.

Dom Westalek, Foro Romano, Palatino, Circus Maximus to takie miejsca, w których wypada być w Rzymie. Oczywiście, że tam byliśmy, spacerując w świąteczne dni okraszone do tego przepiękną pogodą i słońcem.

O historii i zabytkach Romy możecie poczytać tu: http://7mildalej.pl/roma-la-citta-eterna/. Zajmijmy się więc innym Rzymem…

RZYM ŚWIĄTECZNY

W bożonarodzeniowym okresie miasto jest świątecznie przystrojone i żyje głównie jarmarkami. O świętach przypominają dekoracje wręcz na każdym kroku. W końcu to naród (podobno) katolicki, aż 84% Włochów deklaruje ten odłam wiary chrześcijańskiej! W praktyce różnie to wygląda, ale święta Bożego Narodzenia są dla nich ważne.

A jeśli są ważne, to ważna jest również choinka, szczególnie rzymska choinka ustawiana corocznie na Piazza Venezia przed Altare della Patria. Po olbrzymiej wpadce w roku 2017, kiedy to przywieziona z alpejskiego Piemontu choinka po prostu… uschła jeszcze przed Wigilią, jest to obowiązkowy punkt wypraw i dyskusji Rzymian. Coś takiego stało się pierwszy raz – dobrze, że tej rzymskiej choince nie towarzyszy legenda Colosseo, bo Rzym być może nie miałby szans na przetrwanie… Po “spelacchio” (czyli: drapaku) pozostały gorzkie wspomnienia, żeby nie powiedzieć “kac”. Nadzieja na odbudowę rzymskiej godności rosła z każdym miesiącem, by w grudniu 2018 kolejny raz ustąpić miejsca rozczarowaniu…

Drzewko z okolic Varese za niebagatelne 370 tysięcy euro zostało już w czasie transportu ogołocone z niektórych gałęzi przez firmę je wiozącą i po ustawieniu otrzymało “dumnie” brzmiące imię: “spezzacchio” (czyli: połamaniec). Po protestach Rzymian gałęzie… doczepiono, tak więc w wigilijne popołudnie mogliśmy oglądać najsławniejszą choinkę Europy po liftingu.

Świąteczne dekoracje są obecne niemal wszędzie. Od Via dei Condotti – ulicy ociekającej złotem i nieprzyzwoitym wręcz bogactwem. Chociaż, co tak naprawdę nieprzyzwoitego jest w bogactwie – chyba tylko czasem sposób jego osiągnięcia…

do prostej kwiaciarni na Via Catanzaro

Choinka przy Piazzale di Porta Pia przybrała włoskie barwy narodowe

Liczba bożonarodzeniowych jarmarków jest praktycznie równa ilości placów w Rzymie. Stragany ze wszystkim, co można sobie wyobrazić albo i więcej, znajdziecie i na Piazza Repubblica, i przy Stazione Termini, ale jeden z największych jarmarków znajduje się na Piazza Navona.

W tym przypadku to nie tylko świąteczne gadżety, ale również tradycyjne i lokalne włoskie przysmaki – formaggi, prosciutti, pancette, vini i liquori maraschini. Oprócz tego strzelnice, a nawet… teatrzyk kukiełkowy. Taka jest właśnie bożonarodzeniowa Piazza Navona… W końcu miejsce zobowiązuje – od 1477 do 1867 (prawie 400 lat) – działał tutaj targ przeniesiony z Kapitolu.

Jeśli już macie dosyć grudniowych świecidełek i bazarowej “rozpusty”, wszędzie – nie tylko w kościołach – znaleźć można bożonarodzeniowe szopki. Są dosłownie na każdym kroku – zarówno w Koloseum (podobno to miejsce kaźni chrześcijan, ale tylko podobno):


jak też na Piazza Spagna,

gdzie przyjmuje już słuszne rozmiary. Jako, że dzień wigilijny, to udajemy się do najmniejszego państwa świata – Stato della Citta del Vaticano.

RZYM WIGILIJNY

Z Piazza del Risorgimento udajemy się w kierunku Via di Porta Angelica – jednej z watykańskich bram.

Na Piazza San Pietro zastaliśmy bożonarodzeniową szopkę z piasku. Całość konstrukcji ma 16 metrów szerokości oraz 5 metrów wysokości, a piasek pochodził z położonego w Wenecji Euganejskiej miasteczka Jesolo. Setki ton piasku w blokach zlanych wodą ustawiono na Placu św. Piotra, a następnie rozpoczęto rzeźbienie. Tego dokonał przez dwa tygodnie międzynarodowy zespół kilkunastu artystów, między innymi z USA, Rosji, a nawet tak świeckich państw jak Czechy czy też Holandia.

Choinka, której historia sięga pontyfikatu Jana Pawła II, została ufundowana i dostarczona przez gminę Pordenone w północno-wschodnich Włoszech. Tegoroczna miała 21 metrów wysokości i prezentowała się nie gorzej niż ta z Piazza Venezia.

Do kaplicy sykstyńskiej oraz bazyliki św. Piotra kolejka prawie dookoła Watykanu, więc tym razem nie próbujemy nawet się dostać do środka.

Plac jest oblegany, ale bywałem na nim w dniach, kiedy tłum był znacznie większy. Generalnie odwiedzający Watykan w ten wigilijny dzień skupiają się bardziej na wizycie w sakralnych przybytkach niż podziwianiu architektury.

Wizyta w Watykanie dobiega końca… Poprzez Via della Conciliazione jedną z najkrótszych, a najbardziej znanych ulic na świecie opuszczamy Watykan…

…i udajemy się w kierunku Tybru oraz zamku św. Anioła (Castel Sant’ Angelo) – stanowiącego jednocześnie mauzoleum cesarza Hadriana.

Watykan również można zaliczyć do Rzymu – tego znanego i tego odwiedzanego, a…

RZYM MNIEJ ZNANY

jest równie piękny i zaskakujący. Mając dużo czasu postanowiliśmy odwiedzić mniej uczęszczane miejsca wiecznego miasta. Na pierwszy ogień poszła dzielnica EUR. Nie ma nic wspólnego z ani z unią europejską, ani z powszechną dzisiaj walutą. To po prostu akronim od Esposizione Universale (di) Roma. Dzielnica zaczęła powstawać w połowie lat 30-tych XX wieku i miała być gotowa na wystawę światową planowaną na rok 1942, a z drugiej strony miała uświetnić 20-letnie (od 1922 roku) rządy włoskich faszystów. Po wystawie miała stać się siedzibą duce i jego urzędników. Wystawa nie odbyła się z wiadomej przyczyny, ale dzielnica, choć niedokończona, do dzisiaj funkcjonuje.

Jedną z jej głównych budowli jest kwadratowe koloseum (colosseo quadratto). Chociaż pierwotnie miał powstać kolejny łuk triumfalny ku czci Mussoliniego, to powstał budynek, który naśladuje ni to mauzoleum, ni to ser szwajcarski, tyle, że zrobiony z trawertynu, podobnie jak paryska Sacre Coeur. Oficjalna nazwa to Pałac Włoskiej Cywilizacji (Palazzo della Civilta’ Italiana). Ze wzgórza, jednego z wyższych w Rzymie, na którym umiejscowiono ten budynek rozciąga się piękna panorama miasta.

Włosi po wojnie nie zawiesili koncepcji budowy tej dzielnicy, tylko sukcesywnie zmieniali jej przeznaczenie. Chociaż nawet dzisiaj spacer po tej monumentalnej dzielnicy sprawia, ze człowiek czuje się jak w Roku 1984 Orwella – to pierwsze skojarzenie, jakie mi przyszło przechadzając się ulicami EUR.

Puste, jakby wymarłe ulice, z architekturą, jakiej nie powstydziłby się niejeden dyktator (jak powyżej budynek Palazzo dei Congressi) mają w sobie coś tajemniczego i przerażającego. Jakby czas się zatrzymał na planie kiedyś kręconego filmu o jakimś totalitarnym systemie. Dzielnica rzeczywiście niejednokrotnie służyła jako plenery filmów Antonioniego czy Felliniego.

Centralny plac dzielnicy to Piazza Marconi z obeliskiem i licznymi kolumnadami.

To nie jest ten Rzym, który każdy z nas zna z jego historycznego centrum. – Zamiast tego idealne połączenie architektury z polityką i propagandą. Ma być ciężko, prosto i pompatycznie – taka mieszanka zawsze zrobi wrażenie!

Po II wojnie światowej Włosi próbowali EUR zbliżyć do człowieka. Dzisiaj w tych, wyglądających znajomo, bo socrealistycznie budynków mają swoje siedziby liczne firmy. Mieszkania przez pewien czas były jednymi z droższych w Romie – mieszkać w EUR – było po prostu “trendy”. W 1960 roku na potrzeby odbywających się igrzysk olimpijskich wybudowano piękny Palazzo dello Sport, który służy swoją areną do czasów nam współczesnych.

Jadąc do Ostii zatrzymaliśmy się w Ostiense – Przy jednej ze starożytnych bram Rzymu – Porta San Paolo w obrębie murów Aureliusza znajduje się budowla, jakiej spodziewać się można w Egipcie, ale nie w środku Półwyspu Apenińskiego. Piramida (Piramide di Caio Cestio) – na wzór tych egipskich – wygląda jakby była sztucznie wklejona w stare, okalające w III wieku naszej ery Rzym, miejskie mury. Pierwsze wrażenie – happening artystyczny w skali makro, ale…

…jest to prawdziwa, pochodząca z 12 roku naszej ery piramida – grobowiec Gajusza Cestiusza (jednego z bardziej znanych rzymskich pretorów i epulonów). Wielka bryła o kształcie ostrosłupa wysokiego na 36 metrów i podstawie o długości 30 metrów jest współcześnie jedną z niekoniecznie najczęściej odwiedzanych atrakcji la citta eterna.

Czy wiecie, że do dnia dzisiejszego w Rzymie stoi obelisk Mussoliniego? Przy wejściu na Stadio Olimpico – na co dzień obleganym przez tifosi piłkarskiego klubu AS Roma – stoi 17,5 metrowy monument z karraryjskiego marmuru z napisem “Mussolini Dux”.

Cały kompleks zwany Foro Italico, poza stadionem olimpijskim

obejmuje siedzibę włoskiego komitetu olimpijskiego

oraz Stadio dei Marmi.

Być może z internetu znacie tę postać… Papież Jan Paweł II miał na Słowacji swojego sobowtóra. To Julius Pilsko – 59-letni performer mieszkający we Włoszech.

Można go spotkać w weekendy przed wieloma rzymskimi atrakcjami. Przypomina nie tylko turystom, ale też Rzymianom postać lubianego przez nich biskupa Rzymu.

RZYM – MIASTO KOTÓW (LA CITTA DEI GATTI)

Ktoś, kto jest w Rzymie, a przy tym jest jeszcze miłośnikiem tych futrzaków nie może sobie odpuścić wizyty w Largo di Torre Argentina. Miejsce w starożytności chyba najbardziej znane ze śmierci Juliusza Cezara – na miejscu dzisiejszych odkryć archeologicznych rozciągał się Teatro di Pompeo. 15. marca 44 roku p.n.e. w tym właśnie miejscu Brutus zadał sztyletem ostatni, śmiertelny cios Cezarowi.

Dzisiaj jest to miejsce, gdzie od lat 90-tych XX wieku, działa wspierane przez magistrat schronisko dla miejskich kotów. Colonia Felina di Torre Argentina – taką nazwę oficjalną nosi ten przybytek zajmuje się opieką, sterylizacją i dokarmianiem swoich futrzastych podopiecznych.

Mają tam swoje legowiska, miski i kuwety. Każdy, kto chce wesprzeć może to zrobić kupując na miejscu kocie gadżety.

Wszystkie dobrze odkarmione, zadowolone i domagające się miziania 🙂

Szalenie mili i zaangażowani wolontariusze pod opieką mają ponad 100 kociaków!

Nie jest jedyna taka kolonia kotów, równie wspaniałą, zwaną Gatti di Piramide znajdziecie przy piramidzie Cestiusza w Ostiense.

RZYMSKIE ULICZKI

Święta w Rzymie to także czas błogiego relaksu pod znakiem spacerów. Pogoda sprzyjała. Lekko opustoszałe uliczki w dzień Bożego Narodzenia służyły kontemplowaniu piękna starych, klimatycznych, romantycznych uliczek i zaułków…

…oraz typowych, włoskich kamienic 🙂

Niestety Rzym świąteczny, to również Rzym “zamknięty” – wiele atrakcji, podobnie jak w Polsce jest nieczynna. Nie dane więc nam było zobaczyć filmowego miasteczka – sławnej Cinecitta. Może następnym razem..?

Jako, że pogoda była przepiękna, drugą część naszego świątecznego wyjazdu postanowiliśmy spędzić w Ostii nad pięknym Il Mar Tirreno (Morze Tyreńskie). Ale o tym i o świątecznych rzymskich niespodziankach już w drugiej części naszej wigilijnej opowieści. Czytaj: http://7mildalej.pl/rzymskie-boze-narodzenie-czesc-ii-ostia/ .

INFORMACJE PRAKTYCZNE

  1. Pierwszy raz w Romie wypróbowałem inny środek transportu z FCO niż pociąg. Licencjonowane busy wożą chętnych do hoteli, cena – ok. 2-3 EUR niższa niż LEONARDO, a wysiada się przed drzwiami hotelu, a nie tylko na Stazione Termini. Gdyby był ktoś chętny mam namiar na “zaprzyjaźnionego” już kierowcę. Zresztą tzw. naganiaczy-nagabywaczy znajdziecie bez problemu przed automatami biletowymi i wejściem na stację kolejki.
  2. Część rzymskich atrakcji młodzież pochodząca z państw UE, a mająca poniżej 18 lat zwiedza za darmo. Wspaniała idea edukacyjna – oby więcej takich. Część jest dla wszystkich odwiedzających nadal bezpłatna, jak np. Panteon. Ale podobno za Bocca di Verita trzeba już uiścić opłatę 2 EUR.
  3. Zarówno do EUR jaki i do Ostiense dojechać można niebieską linią metra w kierunku “Laurentina” – możliwość zwiedzenia za jednym zamachem.
  4. Komunikacja miejska w Rzymie – ceny biletów poniżej – każdy wybierze coś dla siebie:

2 thoughts on “RZYMSKIE BOŻE NARODZENIE”

    1. Generalnie co najmniej 80% restauracji jest zamknięte. Wygląda to mniej więcej tak:
      – wigilia (vigilia): knajpki czynne są mniej więcej do 16-17, a później zamykane i otwierane na czas kolacji wigilijnej, czyli Cena di Natale ok. 19-20; jest ich niestety niewiele
      – boże narodzenie (natale): w tym dniu restauracje “dyżurują” jak apteki za komuny – w tym dniu są problemy z jedzeniem “na mieście”
      – drugi dzień świąt: powrót do codzienności
      Bywają knajpy z tzw. menu wigilijnym – jest to wielodaniowa uczta, czasem z zaproszeniem na dzień następny – fantastyczna sprawa, ale rachunek za taką przyjemność kulinarną potrafi wypatroszyć portfel, lepiej niż Makłowicz karpia 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *