PEREŁKI MAJORKI

Majorka – (nie)odkryte królestwo piękna

Perełki Majorki. Największa wyspa Balearów to nie tylko plażing. Czy to w ogóle jest możliwe..? Na wyspie znanej jako wakacyjny i urlopowy cel połowy Europy..? Jak to zwykle bywa… Czasem wystarczy zejść z uczęszczanych szlaków i odkryć oczywiste piękno oraz pozbyć się tłumów okupujących każde wolne miejsce. Utarta opinia o Majorce – mekkce plażingu oraz baringu nie do końca odzwierciedla charakter tej pięknej śródziemnomorskiej wyspy.

Największa z Balearów liczy sobie ponad 3.600 km2, a wystarczy opuścić imprezowe nadmorskie kurorty i pojechać w głąb wyspy. Ciągnące się w północno-zachodniej części wyspy pasmo gór zwane Serra de Tramuntana zaskakuje pięknem. Przepiękne widoki, wąskie górskie drogi, z których wiele wiedzie nad równie przepięknym wybrzeżem. Najwyższy szczyt – Puig Major wznosi się na wysokość 1.445 m.n.p.m. Jeśli do tego dodamy fakt, że w linii prostej w leży on tylko 3 kilometry od wybrzeża, to mamy wyobrażenie piękna tej części wyspy.

W Palmie godne uwagi jest oceanarium, a więc po jego porannym odwiedzeniu (więcej: https://palmaaquarium.com) udajemy się na zwiedzanie majorkańskiego interioru.

VALDEMOSSA – NIESPEŁNIONA MIŁOŚĆ CHOPINA

Niecałe pół godziny jazdy samochodem od Palma de Mallorca wjeżdżając w Serra de Tramuntana wciśnięta w wąską dolinę leży Valdemossa.

W piękną pogodę z Valdemossy widać Palmę

Fenomen Valdemossy – miasteczka z jednej strony obleganego przez turystów, a z drugiej epatującego swoistym spokojem jest dla mnie zagadką. Z pewnością wizyta w Valdemossie to miła odmiana od tłumów na wybrzeżu wyspy. Ze względu na historię tego miejsca język polski jest, jak mi się wydaje drugim najczęściej słyszanym, po hiszpańskim oczywiście.

Zimą na przełomie 1839 oraz 1840 roku, Fryderyk Chopin wraz ze swoją paryską przyjaciółką – George Sand odwiedził Majorkę. Celem było podreperowanie wątłego już zdrowia. Przypłynęli na wyspę licząc przede wszystkim na kojącą piękną pogodę, ale zima tego roku była deszczowa i wietrzna. Na dodatek celnicy w Palmie “aresztowali” jego fortepian i żądali cła w wysokości prawie połowy wartości instrumentu. Jakby tego było mało, ze względu na chorobę kompozytora, zostali również wyrzuceni przez właściciela pensjonatu, w którym się zatrzymali.

Upamiętnienie Chopina w ogrodach klasztoru

Ostateczne schronienie na kilka tygodni pobytu na Majorce znaleźli w prawie opustoszałym ówcześnie klasztorze kartuzów. Ponieważ XIX-wieczni Majorkańczycy byli raczej konserwatystami, to “dziwna” para z Paryża nie przypadła im do gustu. Oboje byli poddawani społecznemu ostratyzmowi. Niewątpliwie właśnie te przeżycia spowodowały, że Chopin napisał w Valdemossie swoje 24 najpiękniejsze preludia. W Valdemossie znajduje się największa, po Warszawie, kolekcja jego twórczości. Podczas gdy ówcześni mieszkańcy miasteczka nie pałali miłością do Chopina i jego towarzyszki, dzisiaj raczej są dumni z faktu, iż gościli jednego z największych światowych kompozytorów.

W celach klasztoru kartuzów Fryderyk Chopin spędził zimę 1839/40

Chopinowskie muzeum mieści się w celi klasztoru kartuzów będącego największym zabytkiem miasta. Graniczy z Palau del Rei Sanç, czyli pałacem króla Sancho I, który z kolei był fundatorem miasta. Dzisiaj na terenie pałacu i klasztoru w sierpniu organizowany jest festiwal szopenowski. We wnętrzach zaś mieści się muzeum poświęcone naszemu kompozytorowi.

Klasztor kartuzów to główna atrakcja miasta

VALDEMOSSA – POŁUDNIOWA SJESTA

Druga strona Valdemossy to przede wszystkim wszechogarniający spokój. Poczucie południowej sjesty dominuje, puste uliczki sprzyjają leniwym spacerom. I to właśnie urzekło w tym majorkańskim mieście.

Nasłonecznione stoki Serra de Tramuntana oto właśnie Valdemossa

Trafiliśmy na lokalne święto plonów – podobnie do naszych, swojskich dożynek. Klimat jakby podobny, ale myślę, że nawet znacznie bardzie celebrowany.

Dożynkowe dekoracje w Valdemossie

Wystarczy odejść od głównych atrakcji i znajdujemy się w środku śródziemnomorskiej sielanki.

Valdemossa – z dala od turystycznych szlaków
Valdemossa – z dala od turystycznych szlaków

DEIA – MIEJSCE, GDZIE POWSTAWAŁY DZIEŁA ROBERTA GRAVESA

Deià to nawet nie miasteczko, a wręcz wioska położona stokach masywu Puig de Teix. Urokliwa górska mieścinka znana jest przede wszystkim z domu Roberta Gravesa. Angielskiego pisarza urzekło piękno lokalnych gór i majorkański klimat. Zresztą pochowano go w Dei, na miejscowym cmentarzu. Tutaj stworzył swoje największe dzieła – powieści: “Ja Klaudiusz” oraz “Klaudiusz i Messalina”.

Od lat 60-tych XX wieku urokowi okolic poddało się wielu artystów. W Dei natchnienia szukali Pablo Picasso, Mike Oldfield czy nawet Mick Jagger. Wielu mieszkańców Dei jest obcokrajowcami, a swoje domy w okolicy mają Michael Douglas oraz Richard Branson.

Deià – malowniczo położona u stóp masywu Puig de Teix

Przede wszystkim nie dziwię się im. Kilka godzin spędzonych w tym miasteczku sprawia, że człowiek znajduje się jakby w świecie alternatywnym. Dookoła czuć klimat artystycznej bohemy. Knajpki, w których pija się kawę, wino czytając książki… Wąskie strome uliczki prowadzą do zbocza pasma gór z jednej strony, a z drugiej można nimi zejść na Cala Deya – miniaturową, kamienistą plażę.

Deia – ukwiecona w sierpniowym słońcu

Jest tutaj coś kojącego, uspokajającego zmysły. Nikt się nie spieszy, czy mieszkańcy, czy turyści… Wydaje się, że czas się zatrzymał, chociaż jesteśmy w pędzącym XXI wieku…

Czyż nie jest tu pięknie..?

PERŁY MAJORKAŃSKIEGO WYBRZEŻA

Połączenie gór i morza potrafi dać wspaniałe efekty. Są to takie “pocztówkowe” widoki, które cieszą oglądających. Północno-zachodnie wybrzeże daje w rezultacie symbiozę gór i morza. Połączenie niewątpliwe niezapomniane, i taką właśnie Majorkę będę pamiętał.

Na drodze pomiędzy Valdemossa a Deia warto zatrzymać się przy Son Marroig. W miejscu, w którym habsburski książę Ludvig Salvator nabył w 1867 roku ziemie, dziś znajduje się muzeum. Rzec by można przede wszystkim – muzeum poświęcone pierwszemu ekologowi i hipisowi Majorki. A może nie tylko Majorki, ale też świata. Książę Ludvig kochał przyrodę i dbał o nią wyprzedzając nawet dzisiejsze czasy. Dlatego też na jego terenach nie wycięto ani jednego drzewa, nie zabito żadnego dzikiego zwierza. A całą wiedzę spisał w 6000-stronicowym dziele zatytułowanym “Wyspy Balearów”.

Punta Prima widziana właśnie z Son Marroig

Dalsza podróż drogą Ma-10 w kierunku Banyalbufar również niesie ze sobą przepiękne widoki.

Gdzieś przed Banyaalbufar
Okolice Banyalbufar – widok z Torre de Verger w kierunku Snat Elm
Okolice Banyalbufar – widok z Torre de Verger w kierunku Port Soller

Za Banylabufar znajdziecie ruiny wieży strażniczej z XVI wieku – Torre de Verger (czasami zwanej też Torre de Ses Animes). Można więc wspiąć się na szczyt baszty (ostatnie piętro po drabinie) i szukać pirackich galeonów zmierzających ku wyspie. Sorry… jesteśmy już w XXI wieku, a nie XVI.

Torre de Verger w całej okazałości

Na południowo-zachodnim krańcu Majorki znajduje się Mirador Del Cañón Islas Malgrats. Miejsce idealne przede wszystkim do podziwiania zachodów słońca. Nie tylko można, ale nawet trzeba zaliczyć taki spacer będą gdzieś w okolicach Santa Ponsa o noclegu w Santa Ponsa – czytaj tu: http://7mildalej.pl/aparthotel-na-majorce/.

Sunset na Mirador Del Cañón Islas Malgrats
Sunset na Mirador Del Cañón Islas Malgrats

INNA TWARZ MAJORKI

Wyspa niesie ze sobą atrakcje nie tylko dla miłośników plażingu i niekończącej się zabawy. Patrząc jednak na jej piękno i ciszę w miejscach, które jak się wydaje powinny być oblegane można odnieść wrażenie, że wielu przyjezdnych zadowala się tylko słońcem, plażą i drinkiem. Tak też można, ale czasem warto wyrwać się z nadmorskiego tłumu i podziwiać (prawie) w samotności przepiękny zachód słońca. Fajne było to, że wieczorny spacer z butelką wina na jakiś wspaniały punkt widokowy pozwalał rozkoszować się taką chwilą w pełni – bez obecności innych. Tych kilka miejsc, to nie wszystkie, ale na pewno są to perełki Majorki.

¡Salud!

INFORMACJE PRAKTYCZNE

  • Odcinek Palma de Mallorca – Valdemossa to zaledwie ok. 20 kilometrów – mając na uwadze nawet drogi (wąskie, kręte) wystarcza ok. 20-30 minut.
  • Parkingi w Valdemossie nie są drogie, można parkować również na ulicy – ok. 1 EUR za 1h.
  • Ciężko zaparkować w Dei – to miasteczko jest jak japoński hotel kapsułowy – ale wszędzie można dojść per pedes.
  • Na objazd zachodniego wybrzeża wystarczy jeden dzień, a wygospodarować można nawet 1h na słodkie dolce far niente na jednej z uroczych małych i niejednokrotnie pustych plaż.
  • Stacje benzynowe znajdziecie w miastach i tylko przy głównych drogach, ale wyspa nie jest wielka – 100 km z jednego na drugie wybrzeże nie pozwoli wracać o pustym baku.

PALMA – STOLICA MAJORKI

Już sama nazwa stolicy największej z wysp Balearów rodzi pytanie… Palma czy Palma de Mallorca…? Podobno to piętnaste na świecie najliczniej odwiedzane miasto przez turystów. W rankingu (2018) jest zaraz za tajlandzką Pattayą, a wyprzedza włoski Mediolan. 9,3 mln odwiedzających musi robić wrażenie, zwłaszcza, że mówimy o mieście, które liczy 200 km2 powierzchni i ponad 400 tysięcy mieszkańców. Teoretycznie powinno mnie to odrzucić od wtopienia się w ciągnący się ulicami tłum. Być jednak na Majorce i nie odwiedzić Palmy..?

Wracając do nazwy – nikt z miejscowych nie używa nazwy Palma de Mallorca. W lokalnym obiegu funkcjonuje więc nazwa Palma. Również oficjalna, obowiązująca od grudnia 2016 roku nomenklatura, mówi o stolicy Balearów jako o Palmie. Ale to tylko takie rozterki lingwistyczne.

LA SEU – NAJDŁUŻSZA BUDOWA ŚREDNIOWIECZNEJ EUROPY

Palma położona jest nad zatoką, na południowo-zachodnim wybrzeżu wyspy. Z Santa Ponsa do Palma de Mallorca autobus jedzie około 30 minut. Zwiedzanie stolicy wyspy zaczynamy od katedry – Catedral de Mallorca. Piękna i majestatyczna, zwana również La Seu gotycka budowla robi wrażenie już na zewnątrz. Położona na niewielkim wzgórzu jest również doskonale widoczna nie tylko od strony morza, ale również – jak się przekonałem – również ze pokładu samolotów.

Ciekawostką jest fakt, że jest to chyba najdłużej budowana katedra Europy – powiedzmy, że może się ścigać o… palmę pierwszeństwa w tym aspekcie z barcelońską Sagrada Familia. Budowę katedry rozpoczęto w 1229 roku, a jej poświęcenie w 1601 roku wcale nie było zwieńczeniem prac, które jeszcze ciągnęły się około 20 lat. 400 lat to niezły wynik. Pamiętajmy jeszcze, że w 1851 La Seu doświadczyła trzęsienia ziemi, co natchnęło ówczesne władze do jej face liftingu. Jakby nie patrzeć Jakub I, które zaczął jej budowę nie przypuszczał, że będzie to najdłuższa sakralna budowla Europy.

La Seu – widok od strony morza

Katedra położna na niewielkim wzgórzu, doskonale widocznym z portu, stanowi klasyczny, rzekłbym, przykład gotyku śródziemnomorskiego. Wrażenie niezapomniane, acz już skomercjalizowane.

Największa z witrażowych rozet nad wejściem do katedry

Jedną z cech charakterystycznych są olbrzymie rozety, z których największa ma średnicę ponad 13 metrów, a jej powierzchnia liczy ok. 100 m2. Trzeba przyznać, że spora… Również główna nawa świątyni licząca sobie 44 metry wysokości zalicza się do najwyższych w Europie. Wyższa znajduje się tylko w Beauvais, mieście, które znane jest wielu podróżującym z low-costowego lotniska obsługującego Paryż.

Od domniemanego czasu zakończenia budowy katedry w 1601 roku, doczekała się ona licznych modyfikacji. Jej wnętrza to zasługa również Antonio Gaudiego, który w XIX wieku dołożył swoją cegiełkę do jej wnętrza.

Fontanny w Parc de la Mar

Pomiędzy katedrą a brzegiem morza rozciąga się Parc de la Mar – ze sztucznym jeziorem ozdobionym fontannami i pięknie podświetlonym w wieczornej scenerii. Idealne miejsce do leniwego spaceru i ochłody w upalne dni.

SPACER ULICZKAMI PALMY

Oddalając się od La Seu uliczkami Palmy natkniemy się na polski akcent – Plaça de Frederic Chopin. Niedaleko stąd do Plaça de Cort – miejsca, gdzie przede wszystkim kwitnie życie towarzyskie o wszelkich porach dnia i nocy.

Plaça de Cort

Jak dla mnie jedyną wartą uwagi było tam stare drzewo oliwne. Pewnie nie pamięta czasów oliwki w Starym Barze w Montenegro, ale w pięknie nie ustępuje absolutnie.

Stare drzewo oliwne na jednym z placów w Palma de Mallorca

Spacer uliczkami Palmy w sierpniowym słońcu ma tę niezaprzeczalną zaletę, że pozwala odetchnąć od otaczającego skwaru. Zabudowy starej Palmy to kamienice i wąskie uliczki, które dają trochę cienia, a położenie miasta na morskim brzegu niesie ze sobą lekką, orzeźwiającą bryzę.

Typowa zabudowa starej Palmy

Kilka minut spaceru i znajdujemy się na najważniejszym z rynków Palma de Mallorca – Plaça Major.

Plaça Major

Plaça Major to oczywiście, jak nazwa wskazuje, główny plac w mieście. Zbudowany na prostokątnym rzucie otoczony jest kamienicami o żółtych elewacjach. Dzisiaj okupują go głównie lokalni artyści oferujący, w bardzo skomercjalizowanej opcji nakierowanej oczywiście na turystów, swoje artefakty. Poza tym trochę barów i kafejek…

Jedna z licznych rzeźb, których w Palmie znajdziecie wiele

Jako, że czas naglił, jeżeli takie zjawisko w śródziemnomorskim klimacie w ogóle istnieje, kierowaliśmy się ku Estació Intermodal – głównej stacji kolei, metra oraz autobusów jeżdżących po mieście i okolicach. Przed stacją oczywiście kolejna “placa”, czyli Plaça d’Espanya. Tym razem oczywiście z uhonorowaniem jednej z najważniejszych osób w historii miasta – Jakuba I Zdobywcy (Jaime I el Conquistador). To właśnie jemu zawdzięczamy odbicie Majorki z rąk Maurów, za co został koronowany na króla Majorki, a chwilę później podbił również sąsiednie wyspy: Minorkę oraz Ibizę.

Pomnik króla Jakuba I Zdobywcy

Dla fanów meteo – na Plaça d’Espanya znajdziecie też zabytkowy barometr i termometr. Warto podejść na chwilę.

NA ZAKOŃCZENIE

Palma de Mallorca nie zrobiła na mnie jakiegoś oszałamiającego wrażenia – miasto o dość bogatej historii, dzisiaj czerpie zyski głównie z turystyki. Nie zwiedziliśmy wszystkich ważniejszych “sehenswürdigkeiten”, ale też niewiele tego tam znaleźć można. Ot, takie przyjemne, fajnie zlokalizowane śródziemnomorskie miasto. Jeden dzień w zupełności wystarczy. Na tak na pewno: katedra La Seu oraz Parc de la Mar. Reszta bez szału. Aczkolwiek być na Majorce i nie być w Palmie…

APARTHOTEL NA MAJORCE

Plaża w Santa Ponsa

Wybierając się na letni rekonesans na Majorkę należało zapewnić sobie dach nad głową; chociaż na noce. Jaki aparthotel na Majorce wybrać?

Pomimo, że ciepłe i imprezowe, to zasnąć w wygodnym łóżku czasami jest przyjemniej niż na plaży. Znaleźć na Balearach niedrogą i fajną miejscówkę nie jest łatwo. Wie o tym prawie każdy, kto postanowił odwiedzić jedną z najgorętszych hiszpańskich wysp.

LOKALIZACJA

Szczęście zapanowało, gdy przez czysty przypadek wpadła nam promocyjna oferta ONA SURFING PLAYA APARTHOTEL. To jeden z 6 hoteli sieci ONAHOTELS na Majorce. Nasza lokalizacja była OK – w Santa Ponsa – na zachodnio-południowym wybrzeżu Majorki. Blisko zarówno do Magaluf – jednej z największych imprezowni na wyspie, jak również do Port d’Andratx, malowniczej i spokojnej mariny. Taxi z Aeroporto Palma de Mallorca (PMI) dojeżdża w 30-40 minut. Dojazd autobusem jest również prosty – dwa autobusy – jeden do Palma de Mallorca, drugi do Santa Ponsa. Jedynie czym się różni, to czasem dojazdu – in minus – około 1-1,5h i ceną – in plus – znacznie taniej niż taksówką.

ONA SURFING PLAYA to kompleks apartamentów w drugiej linii od morza

No to spróbujmy zrecenzować odwiedzony aparthotel na Majorce… ONA SURFING PLAYA to kompleks trzech czteropiętrowych budynków położony w drugiej linii od morza. Architektura hotelu jest typowa dla hiszpańskiego południa. Do każdego apartamentu przynależy niewielki taras lub balkon. Natomiast pomiędzy budynkami wygospodarowano miejsce na basen. Dodatkowo na poziomie basenu znalazło się miejsce na salę śniadaniową i niewielki bar.

Basen czynny od 10.00 do 20.00 – w ciszy można było zjeść wcześniej śniadanie

Same śniadania były wartością dodaną. Wręcz senna atmosfera nad basenem, który o tej godzinie był jeszcze nieczynny dla gości, pozwalała cieszyć się codziennym śniadaniem. Nie tylko miejsce i atmosfera, ale też bufet śniadaniowy. Oferta szwedzkiego stołu była przeciętna. Dostępne były zarówno ciepłe dania (fasolka, kiełbaski, bekon, itp.) jak też deska serów oraz wędlin + owoce. Brakowało warzyw. Jak na południowe standardy śniadań wydaje się jednak, że nie było najgorzej, a może nawet lekko powyżej standardu.

Kawa nad basenem po śniadaniu… bezcenne

APARTAMENT

Sypialnia – klima, TV, szafa i dwie szafki – prosto i wygodnie

Zarezerwowany apartament miał ok. 40 m2. Sypialna, niewielki salon z aneksem kuchennym, do tego łazienka z prysznicem, a także niewielki taras. Double-bed w sypialni wygodne. Materac średnio twardy pozwalał na odpoczynek po trudach dnia i wieczoru. Dodatkowo – na wyposażeniu żelazko oraz deska do prasowania.

Livingroom z aneksem – na 2-3 osoby optymalnie

Salon to niewielka sofa, która mogła być wykorzystana jako miejsce do spania, nawet dla dwóch osób. Do tego stół z 4 krzesłami. Kuchnia z pełnym wyposażeniem – komplet naczyń, szkła, a przede wszystkim kuchenka, zmywarka, mikrofala, ekspres do kawy – wszystko ułatwiające urlopowe życie.

Łazienka – funkcjonalna z kompletem wyposażenia

W łazience komplet, łącznie z ręcznikami i przyborami do mycia. Wymiana ręczników – co dwa dni. Suszarka do włosów.

Niewielki taras / balkon

Na tarasie komplet mebli ogrodowych – stół + 4 krzesła, a także poręczna suszarka na pranie – niewątpliwie przydatna w wakacyjnym życiu. Chociażby do wykorzystania na plażowe ręczniki.

HOTEL TO NIE TYLKO POKÓJ…

…hotel to również, a może przede wszystkim, atmosfera, którą tworzą ludzie. W tym przypadku nie można ONA SURFING PLAYA niczego zarzucić. A trzeba wręcz pochwalić! Począwszy od check-inu – szybko, miło i sprawnie. Przez cały pobyt recepcja służyła szeroką pomocą w każdej sprawie. Taxi, rent-a-car, wskazówki dotyczące dojazdu, restauracji – obsługa służyła szeroką pomocą. Podobnie standard obowiązywał na śniadaniach – miło, dyskretnie i spokojnie. Właśnie kadra i obsługa wydaje się być największą wartością tego hotelu.

PODSUMOWANIE I OCENA

Wrażenia z pobytu w ONA SURFING PLAYA są jak najbardziej pozytywne. Główną zaletą hotelu jest panująca tam, stworzona przez obsługę, atmosfera. Można poczuć się wspaniale, można być pewnym pomocy w przypadku, gdy jej potrzebujemy.

Strona hotelu: https://www.onahotels.com/es/apartahotel-surfing-playa-mallorca/

Oceniając jedyny znany mi aparthotel na Majorce wziąłem pod uwagę następujące czynniki:

  • obsługa – 5/5 (bez uwag, z pochwałą; właściwi ludzie na właściwym miejscu),
  • śniadania – 4-/5 (bogaty szwedzki stół – dla mnie zabrakło jednak świeżych warzyw – nie było np. pomidorów), trochę monotonii, ale tydzień można wytrzymać
  • lokalizacja – 4+/5 (w skali Santa Ponsa – OK, trochę w centrum, trochę na uboczu – spokój; dostęp do komunikacji – przystanek autobusowy przed hotelem); bliskość dwóch plaż – jedna oddalona 4 minuty spacerem od hotelu – druga (większa) około, 10 minut spaceru,
  • parking – 1/5 (brak parkingu hotelowego) – może być minusem dla gości zmotoryzowanych; dostępny tylko parking publiczny,
  • apartament/pokój 4/5 – wielkość 40-metrowego apartamentu optymalna dla 2-3 osób, dla 4 gości wydaje się być już ciasno; łóżko wygodne; indywidualna klima dostępna zarówno w sypialni, jak też w salonie; jedna szafa – optymalna na 2 osoby; dostępny sejf pokojowy,
  • czystość – 4-/5 – zmiana pościeli, ręczników, sprzątanie – co 2 dni – wystarczająco jak na aparthotel; można byłoby znaleźć pewne niedociągnięcia, ale generalnie czysto – szczególnie w kuchni oraz w łazience, sprzątanie nie obejmowało podłóg i mebli,
  • wyposażenie – 5/5 – było praktycznie wszystko, czego może oczekiwać gość wiodący urlopowe życie; zaczynając na basenie, a kończąc na wyposażeniu kuchni.
  • wi-fi – 1/5 – niestety płatne – brak free wi-fi, to największy minus – w tym przypadku hotel ma jeszcze nad czym pracować!

Ogólnie rzecz biorąc ONA SURFING PLAYA to dobry wybór zarówno dla par, jak również dla rodzin. Dostępne są także większe apartamenty. Położenie w dość spokojnej części kurortu, ale jednocześnie niedaleko od głównych atrakcji. Bliskość dwóch plaż oraz licznych restauracji. Brak niestety pokoi z widokiem na morze, co w przypadku pięknego wybrzeża Majorki jest słabą stroną hotelu. Jeśli aparthotel na Majorce, to ONA SURFING PLAYA może być ciekawą propozycją!

RONDA – TAŃCZĄCA NA SKAŁACH

Andaluzja swoim bogactwem historyczno-krajobrazowym jest w stanie obdzielić kilka innych prowincji: Sewilla (z Alkazarem i katedrą), Grenada (z Alhambrą i Alcazabą), Kadyks (trochę arabski), Malaga (ze swoi gwarem), pięknie położona Huelva, czy nowoczesna i kosmopolityczna Marbella – wszędzie jest pięknie. Ale jest też malutka Ronda – andaluzyjska perełka architektoniczno-krajobrazowa. Jedno z tych miasteczek niekoniecznie położonych na uczęszczanych przez turystów i urlopowiczów szlakach. Jeśli ktoś zadaje sobie pytanie: “Czy leżeć na plaży w Marbelli, czy jechać do Rondy?”, odpowiem mu: “Jedź do Rondy – nie będziesz żałował!”

To małe miasteczko było w średniowieczu praktycznie nie do zdobycia. W XI wieku, pod panowanien Maurów, była nawet stolicą taify – małego arabskiego kalifatu. Rondę odwiedziłem 2x w latach 2007-2008. Dzisiaj, po 11 latach nie stworzę reporterskiego zapisu z pobytu, ale kilka zdjęć, które mi pozostały pozwalają mi znaleźć się tam raz jeszcze. Spróbuję więc w oparciu o kilka odnalezionych fotek stworzyć minifotorelację; może uda mi się kogoś natchnąć do odwiedzenia tego unikalnego, hiszpańskiego miasteczka.


Z andaluzyjskiego wybrzeża, do Rondy najłatwiej dostać się samochodem. Pokonanie np. 60 km z Marbelli nie zajmie Wam więcej niż godzinę. Droga jest na ogół wąska i kręta, ale w związku z tym, że nie są to alpejskie passy, ani andyjskie drogi śmierci, to każdy kierowca da sobie radę.

Wyjeżdżając z Marbelli i wspinając się krętymi drogami Sierra de las Nieves zostawiacie za sobą błękit Morza Śródziemnego i zielone wybrzeże Andaluzji.

Z tego, co pamiętam w roku 2008 andaluzyjskie karłowate lasy były trawione przez liczne pożary, więc widoki takie jak niżej nie stanowiły rzadkości.

Godzina jazdy z mały przerwami i meldujemy się w Rondzie.

W miasteczku drogi stały się jeszcze węższe…

Cała zresztą Ronda jest miasteczkiem o starej, zwartej zabudowie. Nie może być inaczej, jej położenie wymusza taki, a nie inny układ urbanistyczny.  Samo centrum Rondy, to wąskie uliczki z licznymi knajpkami. Wszystko sprawia wrażenie kameralności, sjesty i pomimo odwiedzających to miasto licznych turystów, spokoju.

Unikalność położenia miasta wynika z faktu, że leży ono na dwóch wielkich skałach, pomiędzy którymi znajduje się kanion El Tajo, w dole którego wije się rzeka Guadaletin. Wysokość skalnych ścian kanionu sięga 200 metrów!

Nad urwiskiem wiszą domy zwane Casas Colgadas.

Oba brzegi wąwozu spina most Puente Nuevo (nowy most). Jest jeszcze, od wschodniej części stary most (Puente Viejo) oraz dużo niżej położony Puente S. Miguel – może mniej okazały, ale widok z niego rówież przepiękny. Południowa częśc miasta (wjazd od strony wybrzeża) chociaż znacznie mniejsza od części północnej, w której głównie toczy się miejskie i turystyczne życie, nie ustępuje jej w ilości zabytków i ciekawych miejsc, a siedziba władz miejskich znajduje się właśnie w części południowej.

Od strony zachodniej miasto ma jeszcze jedną atrakcję – Mirador de Ronda – wspaniały punkt widokowy. Usiąść na ławeczce i obejrzeć zachód słońca w Rondzie – bezcenne.