APARTHOTEL NA MAJORCE

Plaża w Santa Ponsa

Wybierając się na letni rekonesans na Majorkę należało zapewnić sobie dach nad głową; chociaż na noce. Jaki aparthotel na Majorce wybrać?

Pomimo, że ciepłe i imprezowe, to zasnąć w wygodnym łóżku czasami jest przyjemniej niż na plaży. Znaleźć na Balearach niedrogą i fajną miejscówkę nie jest łatwo. Wie o tym prawie każdy, kto postanowił odwiedzić jedną z najgorętszych hiszpańskich wysp.

LOKALIZACJA

Szczęście zapanowało, gdy przez czysty przypadek wpadła nam promocyjna oferta ONA SURFING PLAYA APARTHOTEL. To jeden z 6 hoteli sieci ONAHOTELS na Majorce. Nasza lokalizacja była OK – w Santa Ponsa – na zachodnio-południowym wybrzeżu Majorki. Blisko zarówno do Magaluf – jednej z największych imprezowni na wyspie, jak również do Port d’Andratx, malowniczej i spokojnej mariny. Taxi z Aeroporto Palma de Mallorca (PMI) dojeżdża w 30-40 minut. Dojazd autobusem jest również prosty – dwa autobusy – jeden do Palma de Mallorca, drugi do Santa Ponsa. Jedynie czym się różni, to czasem dojazdu – in minus – około 1-1,5h i ceną – in plus – znacznie taniej niż taksówką.

ONA SURFING PLAYA to kompleks apartamentów w drugiej linii od morza

No to spróbujmy zrecenzować odwiedzony aparthotel na Majorce… ONA SURFING PLAYA to kompleks trzech czteropiętrowych budynków położony w drugiej linii od morza. Architektura hotelu jest typowa dla hiszpańskiego południa. Do każdego apartamentu przynależy niewielki taras lub balkon. Natomiast pomiędzy budynkami wygospodarowano miejsce na basen. Dodatkowo na poziomie basenu znalazło się miejsce na salę śniadaniową i niewielki bar.

Basen czynny od 10.00 do 20.00 – w ciszy można było zjeść wcześniej śniadanie

Same śniadania były wartością dodaną. Wręcz senna atmosfera nad basenem, który o tej godzinie był jeszcze nieczynny dla gości, pozwalała cieszyć się codziennym śniadaniem. Nie tylko miejsce i atmosfera, ale też bufet śniadaniowy. Oferta szwedzkiego stołu była przeciętna. Dostępne były zarówno ciepłe dania (fasolka, kiełbaski, bekon, itp.) jak też deska serów oraz wędlin + owoce. Brakowało warzyw. Jak na południowe standardy śniadań wydaje się jednak, że nie było najgorzej, a może nawet lekko powyżej standardu.

Kawa nad basenem po śniadaniu… bezcenne

APARTAMENT

Sypialnia – klima, TV, szafa i dwie szafki – prosto i wygodnie

Zarezerwowany apartament miał ok. 40 m2. Sypialna, niewielki salon z aneksem kuchennym, do tego łazienka z prysznicem, a także niewielki taras. Double-bed w sypialni wygodne. Materac średnio twardy pozwalał na odpoczynek po trudach dnia i wieczoru. Dodatkowo – na wyposażeniu żelazko oraz deska do prasowania.

Livingroom z aneksem – na 2-3 osoby optymalnie

Salon to niewielka sofa, która mogła być wykorzystana jako miejsce do spania, nawet dla dwóch osób. Do tego stół z 4 krzesłami. Kuchnia z pełnym wyposażeniem – komplet naczyń, szkła, a przede wszystkim kuchenka, zmywarka, mikrofala, ekspres do kawy – wszystko ułatwiające urlopowe życie.

Łazienka – funkcjonalna z kompletem wyposażenia

W łazience komplet, łącznie z ręcznikami i przyborami do mycia. Wymiana ręczników – co dwa dni. Suszarka do włosów.

Niewielki taras / balkon

Na tarasie komplet mebli ogrodowych – stół + 4 krzesła, a także poręczna suszarka na pranie – niewątpliwie przydatna w wakacyjnym życiu. Chociażby do wykorzystania na plażowe ręczniki.

HOTEL TO NIE TYLKO POKÓJ…

…hotel to również, a może przede wszystkim, atmosfera, którą tworzą ludzie. W tym przypadku nie można ONA SURFING PLAYA niczego zarzucić. A trzeba wręcz pochwalić! Począwszy od check-inu – szybko, miło i sprawnie. Przez cały pobyt recepcja służyła szeroką pomocą w każdej sprawie. Taxi, rent-a-car, wskazówki dotyczące dojazdu, restauracji – obsługa służyła szeroką pomocą. Podobnie standard obowiązywał na śniadaniach – miło, dyskretnie i spokojnie. Właśnie kadra i obsługa wydaje się być największą wartością tego hotelu.

PODSUMOWANIE I OCENA

Wrażenia z pobytu w ONA SURFING PLAYA są jak najbardziej pozytywne. Główną zaletą hotelu jest panująca tam, stworzona przez obsługę, atmosfera. Można poczuć się wspaniale, można być pewnym pomocy w przypadku, gdy jej potrzebujemy.

Strona hotelu: https://www.onahotels.com/es/apartahotel-surfing-playa-mallorca/

Oceniając jedyny znany mi aparthotel na Majorce wziąłem pod uwagę następujące czynniki:

  • obsługa – 5/5 (bez uwag, z pochwałą; właściwi ludzie na właściwym miejscu),
  • śniadania – 4-/5 (bogaty szwedzki stół – dla mnie zabrakło jednak świeżych warzyw – nie było np. pomidorów), trochę monotonii, ale tydzień można wytrzymać
  • lokalizacja – 4+/5 (w skali Santa Ponsa – OK, trochę w centrum, trochę na uboczu – spokój; dostęp do komunikacji – przystanek autobusowy przed hotelem); bliskość dwóch plaż – jedna oddalona 4 minuty spacerem od hotelu – druga (większa) około, 10 minut spaceru,
  • parking – 1/5 (brak parkingu hotelowego) – może być minusem dla gości zmotoryzowanych; dostępny tylko parking publiczny,
  • apartament/pokój 4/5 – wielkość 40-metrowego apartamentu optymalna dla 2-3 osób, dla 4 gości wydaje się być już ciasno; łóżko wygodne; indywidualna klima dostępna zarówno w sypialni, jak też w salonie; jedna szafa – optymalna na 2 osoby; dostępny sejf pokojowy,
  • czystość – 4-/5 – zmiana pościeli, ręczników, sprzątanie – co 2 dni – wystarczająco jak na aparthotel; można byłoby znaleźć pewne niedociągnięcia, ale generalnie czysto – szczególnie w kuchni oraz w łazience, sprzątanie nie obejmowało podłóg i mebli,
  • wyposażenie – 5/5 – było praktycznie wszystko, czego może oczekiwać gość wiodący urlopowe życie; zaczynając na basenie, a kończąc na wyposażeniu kuchni.
  • wi-fi – 1/5 – niestety płatne – brak free wi-fi, to największy minus – w tym przypadku hotel ma jeszcze nad czym pracować!

Ogólnie rzecz biorąc ONA SURFING PLAYA to dobry wybór zarówno dla par, jak również dla rodzin. Dostępne są także większe apartamenty. Położenie w dość spokojnej części kurortu, ale jednocześnie niedaleko od głównych atrakcji. Bliskość dwóch plaż oraz licznych restauracji. Brak niestety pokoi z widokiem na morze, co w przypadku pięknego wybrzeża Majorki jest słabą stroną hotelu. Jeśli aparthotel na Majorce, to ONA SURFING PLAYA może być ciekawą propozycją!

PANORAMIC HOTEL BENACUS – MÓJ NOCLEG NAD GARDĄ

Panoramic” w nazwie zobowiązuje…

Dobry hotel nad Gardą… Jak go znaleźć, skoro jest ciężko zarezerwować w ostatniej chwili odpowiadający naszym wymogom nocleg nad Gardą. Riva del Garda, Torbole i okolice nie są dobrą opcją aby liczyć na ciekawą ofertę typu last minute. Tam wszystko jest zajęte zwłaszcza, gdy zaczyna się sezon. Poza sezonem również nie zawsze można liczyć na nocleg w wymarzonym hotelu. Tak urokliwe miejsca mają to do siebie…

Przeglądając strony dotyczące noclegów nad Gardą trafiliśmy na stronę hotelu: https://www.hotelbenacus.com/. Miał wszystko co pragnęliśmy: piękne położenie, odpowiedni standard, wypasione śniadania. Może tylko cena była odstraszająca, ale cóż… luksus kosztuje.

POKÓJ Z WIDOKIEM NA…

Panoramic Hotel Benacus położony jest na zachodnim stoku skały Monte Brione pomiędzy Torbole a Riva del Garda. Aby się do niego dostać, należy, po wjeździe z Torbole, za tunelem skręcić na skrzyżowaniu w prawo i kierować się według drogowskazów.

Położenie hotelu to jeden z jego największych atutów, chociaż nie jeden jedyny. Nazwa “panoramic” jest w tym przypadku adekwatna i trafna w 100%. Przepiękna lokalizacja na zachodnim stoku skały sprawia, że możemy podziwiać nie tylko panoramę miasta, ale też okoliczne góry i delektować się zachodami słońca z pokojowych tarasów.

Widok na jezioro
Alpy w zasięgu wzroku

Czy jest coś bardziej kojącego niż takie widoki z tarasu..? Chciałoby się powiedzieć, że więcej nie trzeba. Jednocześnie położenie hotelu trochę na uboczu i powyżej miasta sprawia, że jest cisza i spokój. Osobiście nie lubię gwarnych, miejskich hoteli. W Benacusie nawet kilka noclegów sprawi, że człowiek odpoczywa od zgiełku. A Riva del Garda nie jest raczej sennym miasteczkiem położonym na przykład w… czarnogórskim Durmitorze, gdzie można wręcz usłyszeć ciszę.

Nawet późnym wieczorem, gdy w Rivie zaczyna się budzić imprezowe życie, hotelu Benacus to raczej nie dotyczy.

Nocna panorama Riva del Garda

HOTEL I POKOJE

Położenie Panoramic Benacus Hotel sprawia, że znajdujemy się na uboczu miasta. Przed hotelem znajdziecie bezpłatny parking. Jest co prawda niestrzeżony, ale to praktycznie ostatnie zabudowania przy via Monte Brione. Jest cicho i bezpiecznie.

Dojazd do hotelu Panoramic Benacus

Budynek posadowiony jest na skarpie, stąd też od strony zachodniej ma 4 kondygnacje, natomiast od strony wschodniej 3 piętra. Pokoje zachodnie mają w większości przestronne tarasy z pięknym opisanym już powyżej widokiem. Wszystkie wyposażono w leżaki, stoliki i krzesła. Idealne miejsce do błogiego dolce far niente po całym dniu i wypicia butelki wina.

Tarasy są przestronne i wyposażone w meble ogrodowe

Pokoje od strony via Monte Brione mają widok na góry. Nie wszystkie z nich są wyposażone w balkony.

Hotel posiada standard *** i jak najbardziej na ten standard zasługuje. Nie można mu w tej kwestii niczego zarzucić. Wszystko było zgodne z opisem. Pokoje są przestronne ok. 20-25 m2. Do łóżka też nie można mieć zastrzeżeń; materace są średnio-twarde, wygodne. Czystość w pokojach i łazienkach – na najwyższym poziomie. Sprzątanie codzienne. Klima też oczywiście obecna, a wi-fi działa szybko.

Pokoje są czyste i przestronne; łóżka wygodne

Pokoje posiadają łazienki wyposażone w toaletę, bidet, prysznic, umywalkę, suszarkę do włosów, a także kosmetyki i zestaw ręczników.

Na terenie hotelu można wypożyczyć rowery – free charge. Przy hotelu znajduje się również basen.

Basen zewnętrzny

ŚNIADANIA I OBSŁUGA

Śniadanie to dla mnie jeden ze znaków rozpoznawczych dobrego hotelu. Znając włoskie realia, nie zawsze ten obszar jest zadowala mój żołądek. Po prostu rano lubię leniwie zejść do restauracji i niespiesznie skosztować lokalnej kuchni. To, co oferuje Panoramic Hotel Benacus nawiązuje do najlepszych tradycji hotelowych śniadań. Hotel bywa często, powiedzmy, wyborem gości niemieckich czy też austriackich. Te nacje mają to do siebie, że das Frühstück musi być obfity. Tak jest też w tym hotelu, a wartością dodaną są regionalne dodatki takie jak na przykład sery i desery. Jeśli do tego dodamy również taras z przepięknym widokiem, to zjedzenie śniadania staje się tam pięknym porannym rytuałem.

Śniadanie na tarasie… Czy można zacząć lepiej dzień..?

Wszystko jest świeże i smaczne, a obsługa wręcz ujmująca.I to jest kolejna, mówiąc kolokwialnie, zaleta tego hotelu. Właściciele oraz personel to szalenie mili i pomocni ludzie. Swoją pracę traktują z pasją i zaangażowaniem. A czy jest coś co nas drugi raz przyciągnie w to samo miejsce..? Właśnie chyba panująca tam atmosfera i ludzie.

WRAŻENIA I PODSUMOWANIE

Na dzień dobry otrzymaliśmy mały gift w postaci voucheru na drinka – tzw. welcome drink – niby nic, a cieszy. Człowiek najlepiej wypoczywa w miłej atmosferze. W hotelu Benacus właśnie to jest jedną z najcenniejszych spraw. Jeśli do tego dodamy śniadania, położenie, czystość i standard, to mamy już pełnię szczęścia. Jadąc więc do Rivy i szukając noclegu, oczywiste jest, że pierwszy telefon wykonam do Panoramic Hotel Benacus.

ZALETY I WADY

  • + rodzinna atmosfera w hotelu
  • + miła i profesjonalna oraz pomocna obsługa
  • + położenie hotelu – przepiękne
  • + pokoje i łóżka
  • + pokojowe tarasy
  • + śniadania
  • + standard, czystość
  • + bezpłatny parking
  • – cena, ale cóż… luksus kosztuje
  • – dla części gości położenie hotelu może być nieco uciążliwe – powrót z miasta to wspinaczka pod górę, ale cóż… można to przekuć w zaletę

INFORMACJE PRAKTYCZNE

AIR DOLOMITI – RECENZJA Z LOTU

Air Dolomiti nad Alpami

Czerwiec 2019 roku – rezerwuję lot do Werony Lufthansą z przesiadką we Frankfurcie. Relacja z podróży: http://7mildalej.pl/lago-di-garda-gory-woda-wiatr-we-wlosach/ O ile odcinki WAW-FRA oraz FRA-WAW odbyły się na pokładach samolotów jedynej ***** linii w Europie, to już dwa odcinki FRA-VRN oraz VRN-FRA miałem okazję gościć na pokładach samolotów AIR DOLOMITI. Dla mnie były to pierwsze loty tymi liniami i byłem ciekawy jak są radzi mały przewoźnik wykonujący połączenia dla Lufthansa Regional.

Linie zostały założone w 1989 roku, a ich portem macierzystym jest lotnisko Werona-Villafranca. Operacje lotnicze przewoźnik rozpoczął w 1991 roku. Od 2003 roku spółka jest kontrolowana przez LUFTHANSA GROUP. Flotę stanowi 14 samolotów EMBRAER 195.

Obsługiwane porty lotnicze: Włochy – Werona, Bari, Turyn, Wenecja; w Niemczech – Monachium oraz Frankfurt.

LOTY FRANKFURT – VERONA – FRANKFURT

Lot: Frankfurt – Verona, kod: EN8826, klasa: ECONOMY, czas rozkładowy: 12:10-13:20 (1:10h)

Boarding we FRA

Boarding we FRA – autobus, wyboardowanie w VRN – autobus. Obsługa przy gate’ie przebiegła szybko i sprawnie. Podróż autobusem do samolotu trwała prawie 10 minut. Samolot wystartował o 12.18 (opóźnienie 8 minut). Planowane lądowanie na lotnisku odbyło się jednak z prawie 20-minutowym opóźnieniem z uwagi na przerwaną procedurę na podejściu i dodatkowy krąg. Pilot od razu poinformował pasażerów o tym fakcie: “due to traffic on runaway”.

Lot: Verona – Frankfurt, kod: EN8829, klasa: ECONOMY, czas rozkładowy: 18:30-19:45 (1:15h).

Lotnisko Verona-Villafranca (VRN)

Boarding w VRN – autobus, wyboardowanie we FRA – autobus. Obsługa wykorzystuje check-iny Lufthansy, gate – również szybka i sprawna obsługa – uruchomiono 2 stanowiska boardingowe. Jedyna i totalna niedogodność – trzymano nas w autobusie na rozgrzanej płycie przez prawie 15 minut (!?) Samolot wystartował o 18:40 wylądował we Frankfurcie o 19:40, a lot trwał 1h06m i był zgodny ze średnim, rzeczywistym czasem lotu na tej trasie wynoszącym 1h05m. Rozkładowo lot VRN-FRA trwa 1:10h (18:30 – 19:40).

NA POKŁADZIE

Lot FRA – VRN odbyłem na fotelu 14F, a więc w rzędzie z legroomem z tytułu obecnego wyjścia bezpieczeństwa. Miejsca jak zwykle w takim przypadku jest wystarczająco dużo.

14-ty rząd gwarantuje wystarczającą ilość miejsca

W locie powrotnym: VRN – FRA miejsce 16F. W tym przypadku ilość miejsca już nie rozpieszcza. Typowa dla EMBRAERA 195, aczkolwiek w “Brazylijczykach” LUFY jest go trochę więcej – zdaje się, że jeden rząd więcej upakowano do AIR DOLOMITI. A może to tylko złudzenie..? Fotele oczywiście rozkładane.

Ilość miejsca w normalnym rzędzie jak w LOT-owskich 195-kach
Bagażniki mieszczą cabin bagi, ale nie rozpieszczają wielkością

Na pokładzie oczywiście brak gniazdek z USB, ale jest za to system wi-fi. Nie sprawdziłem jego możliwości, gdyż próby logowania niestety nie przynosiły skutku.

System zwany trochę na wyrost Inflight Entertaiment System

Dostępny jest oczywiście magazyn pokładowy “SpazioItalia”. Wszystkie komunikaty podawane były w trzech językach: włoskim, niemieckim oraz angielskim. Wszystkie podane w sposób nie zakłócający spokoju pasażerów. Przed lądowaniem we Frankfurcie pojawił również komunikat dla transferów o gate’ach i godzinach odlotu. Jak wspomniałem również po odejściu na drugi krąg przed lądowaniem w VRN kapitan podał stosowny komunikat dotyczące tego lądowania. Dzięki temu odejściu mogliśmy podziwiać z wysokości +/- 3000ft przepiękne włoskie miasteczko: Mantovę.

Mantova – widoczna podczas drugiego podejścia

SERWIS POKŁADOWY

Przechodzimy do najważniejszej części recenzji czyli cabin crew i service. Załoga trzymała profesjonalny poziom w trakcie obu rejsów. Uśmiech, pomoc, dodatkowy serwis nie stanowił problemu. Na dzień dobry pasażerowie otrzymali chusteczki odświeżające. Kiedyś były standardem na pokładzie, dzisiaj w dobie księgowych i kosztów podobno zbędny relikt.

Posiłek – w każdym z lotów – kanapka na zimno: do wyboru: z kurczakiem lub serem. Do tego napój: można zamówić zarówno bezalkoholowy: woda, soki, itp. lub alkohol (wino, prosecco, itp.). Jak na taki lot – full wypas!

Żelazna porcja żywnościowa w AIR DOLOMITI
Settimo cielo

Nie było problemu z drugim napojem, a nawet jak zauważyłem z dodatkową kanapka dla pasażera. Tylko pochwalić. Settimo cielo – napis jaki widnieje na serwetkach znaczy tyle, co siódme niebo. Takie “małe” niebo, ale jednak we włoskim stylu.

PODSUMOWANIE I WRAŻENIA Z LOTU AIR DOLOMITI

Chociaż dwa loty to niezbyt wiele, aby wystawić obiektywną ocenę linii lotniczej, ale wystarczająco, aby pokusić się o subiektywną ocenę. AIR DOLOMITI zaskakuje pozytywnie. Teoretycznie nie powinno to dziwić, są częścią 5-gwiazdkowej LUFTHANSY. Jak na typowe linie regionalne dają jednak pasażerowi coś więcej. Obsługują tylko połączenia typu short-haul, czyli trwające nie więcej niż 3h – w ich przypadku do 1,5h. Pasażer od linii regionalnej na short-haulu oczekuje generalnie żeby punktualnie i bezpiecznie przewiozła go z punktu A do punktu B. AIR DOLOMITI daje właśnie to coś więcej, za co naprawdę należy się pochwały.

Pozytywy “+”:

  • + nowe samoloty oraz czystość na pokładzie
  • + bardzo sympatyczna i profesjonalna obsługa na pokładzie
  • + szybki i sprawny boarding przy gate’ach
  • + dostępny (chociaż tylko za opłatą) system wi-fi
  • + wybór napojów (łącznie z alkoholem) – free charge
  • + dostępne chusteczki odświeżające
  • + poczęstunek – kanapka (nawet do wyboru) – free charge

Negatywy “-“:

  • – w przypadku uniformów cabin crew mogliby wykazać więcej włoskiej inwencji – w końcu to kraj słynący z dyktowania trendów modowych całemu światu
  • – w przypadku lotu FRA-VRN opóźnienie (niezawinione pewnie przez przewoźnika)
  • – boarding w Veronie – oczekiwanie w temperaturze ponad 30’C w nieklimatyzowanym autobusie na płycie lotniska to dosyć wątpliwa przyjemność – łyżka dziegciu w beczce miodu, czyli jakby powiedzieli Włosi – la nota dolente, albo un piccolo difetto.

PRZYTULNY I KLIMATYCZNY HOTEL W NICEI

Na Lazurowe wybrzeże przybyliśmy z Brukseli (więcej: http://7mildalej.pl/spacerem-przez-bruksele-10-godzin-w-stolicy-belgii/ ). W sobotni wieczór lądujemy w Nicei – niech żyje Lazurowe Wybrzeże! Kilka dni wcześniej udało się zarezerwować, w cenie, która nie przewietrzyła jeszcze portfela hotel w Nicei. Miało być: blisko morza, w mieście, z dobrym dojazdem na lotnisko. Hotel miał być oczywiście przytulny i klimatyczny, taki… prowansalski. Wybór padł ostatecznie na LA VILLA NICE PROMENADE.

LOKALIZACJA

Hotel zlokalizowany jest przy 11 Rue Saint-Philippe, w zachodniej części miasta, w dzielnicy Gambetta. Mieści się w starej, ale odrestaurowanej kamienicy przy skrzyżowaniu z Rue de France. Do Promenade des Anglais dojść można spacerem zaledwie w 2-3 minuty. Z promenady kursuje linia autobusowa nr 98, która zawiezie Was na lotnisko – czas przejazdu – ok. 25 minut. Parę kroków dalej jest również linia tramwajowa, która również jeździ na lotnisko.

Do dworca kolejowego – Gare de Nice Ville – spacer zajmie nie więcej niż 15-20 minut. W podobnym czasie dotrzecie do Placu Massena. Odległość do zamkowego wzgórza – Colline du Château – wynosi prawie 2 kilometry. Naprzeciwko wejścia do hotelu znajdziecie czynny 7 dni w tygodniu sklep Carrefoura, a w najbliższej odległości jest kilka ciekawych knajpek, w tym marokańska DELLYS.

POKÓJ

Pokój, utrzymany w prowansalskiej tradycji, sprawia bardzo przyjemne wrażenie. Wszystko, pomimo prostoty, utrzymane w spokojnej naturalnej tonacji.

Wygodne, szerokie łóżko

Zabudowana szafa z sejfem, a nawet deską do prasowania, TV, lustro oraz klimatyzacja uzupełniają wyposażenie pokoju.

Wielkość pokoju odpowiada ***

Ciekawostką jest fakt, że łazienka i toaleta to oddzielne lokum.

Wanna z prysznicem, suszarka, zestaw kosmetyków, codzienna wymiana ręczników

O ile łazienka spełnia swoją rolę z naddatkiem, to toaleta jest raczej klaustrofobicznym pomieszczeniem…

W toalecie przestrzeni nie doświadczycie

Pokój spełnił nasze oczekiwania. Łóżko było wygodne – materac średnio-twardy – idealny odpoczynek dla kręgosłupa i nie tylko. Czystość na najwyższym poziomie.

ŚNIADANIE

Sala na parterze obok recepcji oferowała codzienne śniadania. Utrzymana w podobnym, jak cały hotel stylu.

Śniadanie we francuskich hotelach czyli petit déjeuner jest dla mnie zagadką. Jeśli dostępna jest tylko wersja konserwatywna, oparta na kawie i rogaliku, to nie ukrywam, że mam wtedy problem. Tym razem poranną, francuską tradycję kulinarną potraktowano lajtowo… Wybór pieczywa, również ciemnego był dużym plusem. Wbrew francuskim wzorcom obecne były również dania na ciepło. Jajecznica (niestety z “proszku”) oraz kiełbaski (podobne jedliśmy w Paryżu) i obsmażany, zarumieniony boczek. Do tego kilka wędlin i to co uwielbiam – francuskie sery! Zaskoczeniem in minus – brak warzyw, co dla mojego podniebienia było niepowetowaną stratą 🙁 Całość uzupełniały: kawa, herbata, soki, woda, owoce, francuskie dżemy i ciasta. Obsługa kulturalna i dyskretna – całość tej części pobytu: 4 z plusem.

WRAŻENIA Z POBYTU

Hotel jest bardzo sympatyczny, utrzymuje swój lekko butikowy styl.

Klimat hotelu nawet na klatce schodowej…

Zameldowanie zajęło nam dosłownie chwilę. Obsługa bardzo sympatyczna i pomocna. Bez problemu użyczy Wam kieliszków i korkociągu do wina. I zrobi to uśmiechem. Obok recepcji przyjemne lobby, gdzie za free napijecie się kawy i herbaty, a nawet skosztujecie ciasteczek.

…nie mówiąc o lobby

Co zostawiło w nas pozytywne wrażenia..?

  • ogólny klimat hotelu (czegoś takiego oczekiwałem)
  • obsługa – miła, sympatyczna i pomocna
  • lokalizacja – bliskość morza i promenady oraz knajpek, dobry i szybki dojazd do NCE
  • czystość, codzienne sprzątanie i standard (zasługuje na ***)
  • mimo wszystko – śniadanie (chociaż paryskie oceniłbym lepiej)

Co nas rozczarowało..?

  • brak warzyw na śniadanie
  • niezbyt dobre wyciszenie pionów łazienkowych

Po powrocie dowiedziałem się, że hotel według portalu: https://pl.hotels.com/ zdobył tytuł LOVED BY GUESTS 2018. Według mnie jak najbardziej zasłużenie! Jeśli ktoś szuka przytulnego hotelu w Nicei – LA VILLA na pewno spełni jego oczekiwania.

NOCLEG W RZYMIE

Zaczęło się od ucieczki od świąt. Rzym przywitał nas czerwonym dywanem. Na świąteczny pobyt w tym jakże pięknym mieście wybraliśmy hotel La casa di Amy położony przy via Principe Amadeo 85. Dobrze oceniony w googlach, cena adekwatna do założeń więc spróbowaliśmy.

Hotel wybrałem zgodnie z zasadą “bliskości”, a więc: dojazdu z lotniska (stazione Termini), dwóch rzymskich linii metra, w odległości spaceru od licznych atrakcji. Zresztą, to była trzecia w ciągu ostatnich lat wizyta w Romie, więc logistyka była już przetestowana.

Hotel ma teoretycznie przyznane trzy *** według włoskiej klasyfikacji, ale jest to bardziej guesthouse. Recepcja mieści się w typowym front-office, natomiast dostęp do pokoi hotelowych odbywa się poprzez sąsiadującą bramę. Zjawisko typowe dla wielu rzymskich “noclegowni”. Powitano nas bardzo serdecznie, a że byliśmy wcześniej niż rozpoczynała się doba hotelowa, to zaopiekowano się do tego czasu naszymi bagażami. Sam proces check-inu przebiegł szybko i sprawnie.

Pokój czyli La stanza

Wejście do części hotelowej prowadzi przez urokliwy dziedziniec kamienicy, w której mieszczą się również inne hotele i apartamenty.

Winda zawiezie Was na drugie piętro. Pokoje nie mają standardowego wyglądu hotelowej sieciówki, a każdy urządzono z dużą dozą indywidualności.

Część pokoi posiada niewielkie balkony. Łazienki również mają indywidualną aranżację.

W pakiecie otrzymujemy: ręczniki z codzienną wymianą, hotelowe kapcie, codzienne sprzątanie. Każdy pokój zaopatrzono w: lodówkę, wodę mineralną, czajnik z zestawem kawy i herbaty oraz… korkociąg do wina. Rzecz może błaha, ale w takim kraju jak Italia, czasem warto wypić wino w pokoju. Zwłaszcza gdy człowiek pada po całodziennych wędrówkach i już nie ma ochoty na pobliskie knajpy. Zapomniałbym jeszcze – taki drobny powitalny upominek jak… jabłka w pokoju.

Jakby tego było mało, w wigilię, czekała na nas po powrocie do pokoju niespodzianka! Butelka prosecco wraz z tradycyjną, włoską, bożonarodzeniową babką – super!

Taki niewielki, miły gest, a buduje obraz hotelu i co najważniejsze – zapada w pamięć. Gdy ktoś mnie po latach spyta – co takiego było pozytywnego w La Casa di Amy – powiem: wino i ciasto w wigilijny dzień 2018 roku.

Śniadanie czyli La colazione

Hotel to nie tylko miejsce do spania, ale też śniadania, które sobie cenię jako początek dnia. Co ciekawe – w domu często nie mam czasu ich zjeść, ale w trakcie wyjazdu – nie wyobrażam sobie bez nich dnia.

Każdy, kto miał okazję zwiedzać włoskie hotele, wie, że śniadanie niejednokrotnie ogranicza się do bieda-wersji. Po prostu rogalik + wafelek + kawa. Taki już mają swój styl i tradycję. Nie wszędzie zaczyna się dzień od das Wurst jak w Monachium! (czytaj: http://7mildalej.pl/nocleg-w-monachium-hotel-munich-city/).

W La Casa di Amy śniadanie to było królestwo Usmana – bardzo uczynnego chłopaka pochodzącego z Senegalu, a studiującego w Rzymie.

Nie było to może też śniadanie w stylu bałkańskim, gdzie jego obfitość zaspokaja całodzienne zapotrzebowanie na kalorie. Nie tylko turysty, ale też drwala. Tym niemniej było stosunkowo bogate: pieczywo, tosty, do wyboru: 3-4 wędliny, tyleż samo serów. Włoskich serów, pychotka! Warzywa i owoce, płatki i dżemy. Kawa z ekspresu, herbaty do wyboru, 2 rodzaje soków.

Sala śniadaniowa mieściła się w oddzielnej klatce tej samej kamienicy. Była to chyba jedna z niewielu niedogodności w tym bardzo przyjaznym gościom hotelu.

PODSUMOWANIE czyli ALLA FINE…

La Casa di Amy to raczej rodzaj guesthouse’a, czy też aparthotelu. Co go wyróżnia:

+ położenie (blisko stacji Termini oraz dwóch linii metra i rzymskich atrakcji

+ codzienne sprzątanie i czystość (zarówno pokoje, jak też łazienki)

+ obsługa – personel – niezwykle uczynny, uprzejmy i pomocny

+ stosunkowo niezłe śniadania

Co bym poprawił..?

– śniadania (poza tostami) brak ciepłych dań typu jajecznica, itp.

Generalnie gdybym miał ocenić w skali 0-5, to spokojnie można przyznać 4,5. Składają się na to nie tylko powyższe pozytywy, ale również atmosfera i drobne gesty. W momencie wymeldowania usłyszałem, że sympatyczni zarządzający kierują się dewizą: la nostra casa e la vostra casa, czyli: nasz dom jest waszym domem. Nic dodać, nic ująć. Jeśli ktoś chce znaleźć nocleg w Rzymie (a nie oczekuje standardu **** gwiazdek) – nie ma się co zastanawiać! La Casa di Amy wraz z jej gościnnością czeka!

FAJNY NOCLEG W PALANDZE – VILA “PRI ROUZES”

Nocleg w Palandze rezerwowaliśmy z dnia na dzień. Szukaliśmy miejscówki, której wymagania przynajmniej teoretycznie wykluczały się wzajemnie. Miało być w centrum, ale cicho, niedaleko od morza, ale też od lokalnych atrakcji. Przytulnie i czysto, ale też z odpowiednim standardem. O cenie nie wspominam. Jak już zdefiniowaliśmy nasze oczekiwania, to niewiele “noclegowni” zostało.

Ostatecznie w drugiej turze głosowania wybrano coś, co nazywało się VILA PRI ROUZES, która przynajmniej w teorii miał spełnić pokładane w niej nadzieje. Obiekt przypomina mini aparthotel – są to dwa urocze budynki przy Valanciaus gatve 19.

Całość sprawiała już na pierwszy rzut oka dość klimatyczne i przytulne wrażenie. Widać, że w ten biznes właściciele włożyli dużo serca i pasji.

Cały teren jest zielony, zadrzewiony – z pięknie owocującymi starymi jabłoniami. Kilka miejsc do parkowania dla gości, trawa, za płotem przepływająca przez Palangę rzeczka. Do tak klimatycznego miejsca pasują oczywiście zwierzaki – więc przecudne i miziaste: pies…

…oraz 3 koty są już w gratisie umilając gościom pobyt.

VILA “PRI ROUZES” to kilka pokoi/apartamentów. Nasza rezerwacja przypadła na “apartament nr 3”. Dwupokojowe lokum położone na piętrze większego z budynków. Apartament składa się z: sypialni (z wygodnym, dużym podwójnym łóżkiem) oraz flat TV,

pokoju dziennego (z dwoma łóżkami),

łazienki (z prysznicem, umywalką oraz toaletą),

aneksu kuchennego z lodówką, suszarką do naczyń, zastawą, mikrofalą oraz czajnikiem.

Całości dopełnia, a może stanowi o jego atrakcyjności przestronny taras z meblami ogrodowymi.

Widok na zielony ogród oraz rzeczkę Rążę jest oczywiście bezpłatny.

W cenie apartamentu oczywiście pościel, ręczniki, przybory toaletowe oraz kuchenne.

Właściciele tego przybytku: Inessa i Vytauutas są otwartymi i bardzo sympatycznymi ludźmi. Jak trzeba, to zaoferują swoją pomoc również w niestandardowych sytuacjach. Tworzą też niezapomnianą atmosferę i klimat tego miejsca. Człowiek niby nie wyjeżdża, żeby czuć się jak w domu, ale tam panuje taka atmosfera, że jest po prostu sielsko i domowo.

Dodatkowo, można się z gospodarzami dogadać po polsku, co przy stosunkowo niezbyt dużej znajomości angielskiego na Litwie, jest dodatkowym atutem.

Co do podsumowania:

  • + lokalizacja (5/5) – niby w mieście, a jakby na uboczu, stosunkowo blisko do morza (ok. 800 m), a do okolicznych knajpek przy deptaku i MAXIMY (supermarket) – 3-4 minuty,
  • + czystość (5/5) – totalnie czysto – jesteśmy na tym punkcie wyczuleni,
  • + łóżko (5/5) – bardzo wygodne,
  • + atmosfera i klimat (5+/5),
  • + taras – usiąść na tarasie wieczorem i wypić wino – bezcenne!

Czy były jakieś minusy..?

Może brak kuchenki w aneksie (mikrofala nie zawsze wystarcza), może ograniczone programy w TV (ale kto ogląda na wyjazdach TV…), może brak śniadań (ale to już zależy od opcji – tym razem generalnie stołowaliśmy się na mieście: http://7mildalej.pl/litewskie-przysmaki-z-palangi/).

Jeśli ktoś szuka szkła, marmuru, spa oraz ***** gwiazdek niech dalej szuka. Jeśli natomiast ktoś chce znaleźć w Palandze klimatyczne, czyste, dogodnie położone lokum – gospodarze przyjmą Was chętnie.

Jeżeli jeszcze raz polecimy do Palangi, najpewniej zadzwonimy do VILA “PRI ROUZES”.

=========================================================

!Vytautas – aciu uz vyną, buvo skanus!

 

CZARNOGÓRA – GDZIE SPAĆ

 

W Montenegro przyszło nam spać zarówno na wybrzeżu, jak też w górach. O lipcowej podróży do Czarnogóry czytaj: http://7mildalej.pl/czarnogora-balkanska-perelka/. Kiedy dotarliśmy do Baru, ale nie tego w knajpie, tylko tego nad Adriatykiem, zatrzymaliśmy się w VILLA ANTIVARI. W Żabljaku spaliśmy natomiast w hotelu ZLATNI BOR.

VILLA ANTIVARI  (BAR – ŠUŠANJ)

Hotel jest typowym rodzinnym biznesem prowadzonym z ogromnym zaangażowaniem. Co tam znajdziecie – poza spaniem i strawą..? Przede wszystkim:

  • rodzinną atmosferę,
  • ogromną życzliwość właścicieli,
  • pomoc we wszystkich sprawach, które chcecie rozwiązać,
  • wspaniałą kuchnię.

Hotel w/g jednej kategoryzacji ma: ** w/g innej ***. Dla nas kategoryzacja hotelu straciła swoje znaczenie od momentu przekroczenia jego progu.

Na początek – trochę statystyki – hotel mieści się na przedmieściach Baru, przy wjeździe od Petrovaca.  Budynek ma 4 kondygnacje, z czego na parterze mieści się: parking, recepcja, jadalnia oraz zadrzewiony taras, na którym można zjeść śniadanie i nie tylko.

Pokój, który otrzymaliśmy miał widok na pasmo gór otaczających Bar od strony lądu.

Pokój spełniał wszystkie oczekiwania – wygodne łóżko, łazienka z prysznicem, indywidualna klimatyzacja, TV, codzienne sprzątanie, zmiana ręczników, w pokojach minibar zaopatrzony w napoje w niewygórowanej cenie.

Łazienka, prosta, nie najnowsza już, ale czysta.

To, że hotel był zadbany i czysty, to był tylko dodatek do jakości obsługi.

Zawsze w hotelach cenię sobie nie tylko standard, ale też atmosferę – tutaj ją otrzymałem w 100%, a w gratisie to, co uwielbiam – dobre, lokalne śniadanie.

Śniadania w VILLA ANTIVARI były spełnieniem oczekiwań – codziennie lekko inny zestaw dań na ciepło – co więcej – to wszystko przygotowywane we własnej kuchni, na lokalnych produktach – doświadczyliśmy pyszności takich jak: serowe babeczki, krokiety mięsne, grilowane cukinie i inne warzywa, jaja na oko – czyli sadzone jajka, lokalne kiełbaski, do tego znajdziecie warzywa, owoce, wędliny i sery – trzy rodzaje, z czego sławetny czarnogórski krawlji sir – krowi ser w wersji młodej i starej – mój ulubiony przysmak. Zjeść z apetytem śniadanko na zacienionym tarasie z widokiem na morze, mogą zarówno mięsożercy, jak i zwolennicy kuchni vege – bezcenne!

Inne zalety

  • do plaży: płatnej i bezpłatnej macie nie więcej niż 50-100 m,
  • niezłe knajpki znajdziecie w bezpośrednim sąsiedztwie hotelu,
  • komfortowe wyciszenie pokoi od strony gór,
  • darmowy parking.

Czy są jakieś minusy tego butikowego przybytku..?

  • hotel położony jest przy ruchliwej ulicy od strony morza – ruch może być uciążliwy,
  • łazienka w naszym pokoju pomimo, że generalnie czysta, powinna być odświeżona,
  • nie ma baru czynnego 24h, ani też strefy rekreacji czy spa – jeśli ktoś nie może bez tego przeżyć pobytu, niech szuka innej lokalizacji.

Jest to natomiast hotel nie tylko na kilka dni pobytu czy też tranzyt, ale przede wszystkim na wypoczynek. Jego podstawową przewagą są mili i sympatyczni właściciele, którzy zadbają o Was osobiście; coś trzeba załatwić..? Pomogą. Porozmawiają, zapytają, doradzą – ale bez zbędnego zadęcia, zrobią to ze szczerego serca i wrodzonej gościnności.

Jeśli chcecie się zatrzymać w VILLA ANTIVARI – oto adres: Zeleni Pojas Bb, Bar 85000, Czarnogóra; chcecie się dogadać: język angielski, ale też serbski, rosyjski, chorwacki – co oznacza, że po polsku też dacie radę. Według mojej skali ocena hotelu:

  • położenie: 4/5
  • atmosfera: 5/5
  • obsługa: 5/5
  • śniadania: 5/5
  • pokoje: 4/5
  • czystość 4,5/5

HOTEL ZLATNI BOR (ŻABLJAK)

Durmitor, Kanion Tary, Crne Jezero – jeśli chcecie odwiedzić jeden z najpiękniejszych górskich regionów nie tylko Bałkanów, ale też Europy – przyjedźcie do Żabljaka.

W Żabljaku nasz wybór padł na ZLATNI BOR – odpowiadała nam cena oraz opinie w internecie. Jak było w rzeczywistości?

W hotelu spędziliśmy dwie noce – przyjechaliśmy w poniedziałek, wyjeżdżaliśmy w środę. Na początek trochę suchego wkładu. Hotel mieści się na peryferiach miasteczka, przy drodze z Żabljaka na most na Tarze. W bezpośrednim otoczeniu znajdziecie inne hotele. Parking bezpłatny. Hotel mieści się w dwóch budynkach – restauracyjnym, gdzie zjecie śniadanie oraz hotelowym.

Budynek hotelowy ma 4 kondygnacje – nie ma windy. Pokoje są bardzo przestronne – mieliśmy “dwójkę” wyposażoną w TV, lodówkę (brak minibaru):

wygodne łóżko:

z widokiem na pasmo Bobotov Kuk (najwyższy szczyt okolic):

Co do hotelu – pokój sprawia wrażenie, jakby jego wystrój zatrzymał się w epoce sprzed ogłoszenia niepodległości Czarnogóry. Jednak największym problemem była czystość łazienki… O ile czystość łóżka można ocenić na 5/5, to pokoju na 3,5/5, a łazienki niestety na 1,5/5. Pokój nie był też codziennie sprzątany. Co do personelu tutaj poczuliśmy się jakbyśmy byli w innym obiekcie – super – ludzie mili i pomocni. Jeśli wybieracie się na rafting, albo stoki narciarskie (zimą) – hotel będzie idealną bazą wypadową.

Największą wartością hotelu jest jednak restauracja pełniąca funkcję nie tylko hotelowej jadłodajni, ale też knajpy z lokalną kuchnią, w której, jak dane było nam zauważyć, często bywali lokalsi. Jeśli restauracja trzymała poziom, to hotelowe śniadania też musiały być extra. I w tym przypadku tak było. Wybór dań na zimno i ciepło był w stanie zaspokoić kubeczki smakowe.

Ogólne wrażenia z pobytu:

  • + restauracja – czynna do późnej nocy z dobrą kuchnią,
  • + duże i obszerne pokoje
  • + personel
  • + bezpłatny parking
  • – czystość łazienki
  • – brak codziennego sprzątania

Jak za cenę 40-50 EUR – myślę, że spełnia pokładane nadzieje i oczekiwania.

Kontakt: Tmajevci b.b., Žabljak 84220; tel: +382 67 367 243; www.hotelzlatnibor.com

 

 

DOBRY HOTEL NA ZWIEDZANIE PARYŻA

Dobry hotel na zwiedzanie Paryża..? Proszę – oto nasz wybór: HOTEL DOISY-ETOILE położony przy 55 Avenue des Ternes (tel: +33 1 45 74 21 86) był wyborem prawie jak last minute – trafiliśmy na promocję praktycznie tydzień przed wylotem do Paryża (czytaj: http://7mildalej.pl/jesienny-paryz-subiektywnie/) Sprawdziliśmy jego lokalizację i komunikację – wszystko w założeniach się zgadzało, w późniejszym realu również.

Jeśli chodzi o kategoryzację, to w zależności od metodologii jest oferowany jako **** lub *** gwiazdkowy.

Stosunkowo niedaleko od niego są dwie stacje metra: linia “1” – stacja: Neuilly Porte Maillot (ok. 8 minut) oraz linia “2” – stacja: Ternes (5 minut). Przy hotelu jest bus-stop linii autobusowej  nr 43 jeżdżącej na Gare du Nord (czas podróży – ok. 15-20 minut).

Hotel mieści się w kamienicy i jest raczej typem hotelu butikowego, takiego jakie najbardziej lubię – optymalna wielkość (niezbyt duży), pokoje urządzone z dużą dozą indywidualności, ale spełniające oczywiście deklarowany standard, miła i symatyczna obsługa nadająca wręcz familiarny charakter – tego oczekiwałem i… to otrzymałem.

Nasz pokój urządzony był w lekko “kolonialnym” stylu, ale ze smakiem – wielkość pokoju może nie pozwalała się rozpędzić, ale nie czuło się żadnej klaustrofobii, a dwie osoby nie robiły tłoku jak w tokijskim metrze. Standardowe wyposażenie: TV-LCD, szafa z wieszakami i półkami, wieszak, półki, czajnik z zestawem kawy i herbaty, sejf. Łóżko szerokie i bardzo wygodne. Cicho działająca klimatyzacja.

Łazienka okazała się nie mniejsza niż pokój – obszerna z wanną z prysznicem – obowiązkowo oczywiście: szlafroki, kosmetyki, kapcie.

Widok z okna może nie do końca pozwalał na oglądanie panoramy Paryża – raczej zmuszał do zogniskowania wzroku na otaczające kamienice, ale to chyba jedyny minus naszego pokoju. Na wyciszenie ścian też nie można narzekać.

Śniadanie – na to czekaliśmy – pierwsze wrażenia z pokoju – bardzo pozytywne, ale zobaczymy co nam zaserwują Francuzi na petit déjeuner.

Nasze śniadanie obejmowało zarówno dania na ciepło (x3) jak też zimne przekąski, wędliny, sery (francuskie sery!!!), płatki, owoce (full wypas!!!), pieczywo – nie tylko francuskie, kawa, herbata, soki (wyciskane również) – słowem: rzeczywistość przyjemnie zaskoczyła. I dla mięsożerców, i dla wegetarian.

Obsługa – zarówno recepcja, jak też śniadania – bez zarzutu – miło, dyskretnie, profesjonalnie. Serwis pokojowy – również OK.

Na koniec kilka konkluzji i porad:

  1. Nie oszczędzajcie na hotelu – Paryż pomimo doskonałej sieci miejskiego transportu ma tyle do zaoferowania, że szkoda czasu na peryferyjne tanie “accomodation”.
  2. Lokalizacja + standard + opinie / cena – prosty algorytm, który każdy może dostosować do swoich potrzeb.
  3. Hotel kosztował nas ok. 1.100 PLN za 3 noclegi (w standardzie **** gwiazdek ze śniadaniem, w fajnej lokalizacji) – więc szukajcie takich okazji.
  4. Dla HOTEL DOISY ETOILE wystawiamy wysoką notę – 4,2/5 – jest wart odwiedzenia – zalety i wady poniżej
  • + lokalizacja
  • + obsługa
  • + czystość
  • + śniadanie
  • + łożko
  • + dobrze działające wi-fi
  • – standardowa cena
  • – brak bazy spa&relax

 

 

AUSTRIA TREND HOTEL NA WEEKEND W BRATYSŁAWIE

Weekendowy (czytaj: http://7mildalej.pl/bratyslawa-weekend-w-zimowej-aurze/) hotel w Bratysławie miał: trzymać poziom, być blisko ścisłego centrum, z szybkim dojazdem na lotnisko i dobrym śniadaniem.

Wybór padł na 4-gwiazdkowy AUSTRIA TREND HOTEL (adres: Vysoká 2A, Staré Mesto) trochę przypadkowo – trafiłem na promocję last minute – za ponad 500 PLN dwa noclegi w 4 gwiazdkach wydawało się dobrą ofertą.

Nowoczesna i ciekawa architektonicznie bryła nie zastąpi jednak jakości i atmosfery w hotelu. A jak było..?

Obsługa w recepcji przywitała nas bardzo miło i taki poziom utrzymano przez cały pobyt. Uprzejmość, ale nie nachalność. Pomoc w drobnych sprawach, za wszystko to można wystawić wysokie noty.

Hall przestronny i jasny; na parterze hotelowy bar, na pierwszym piętrze sala śniadaniowa.

 

Czystość również na najwyższym poziomie: łóżko, pokój, łazienka – żadnych zastrzeżeń.

Pokój przestronny, łożka wygodne, cały zestaw kosmetyków charakterystyczny dla standardu **** spełnił oczekiwania; klimatyzacja, codzienne sprzątanie, wymiana pościeli – to wszystko cenę poniżej 300 PLN za dobę.

W nocy hotel prezentował się jeszcze bardziej okazale, a przy tym ciężko byłoby go przegapić:

Jak już opisywałem, z przedłużeniem doby hotelowej w dniu wyjazdu nie było problemu – zaoferowano nam przedłużenie doby nawet do godziny 16-tej. Przechowanie bagażu do czasu podróży na lotnisko – również obyło się bez żadnego problemu.

Lokalizacja – blisko historycznego śródmieścia; linii tramwajowych i autobusowych; dojazd na lotnisko – tramwaj + autobus – ok. 40 min; spacer + autobus – ok. 50 minut

Śniadanie  – ostatni z ważnych obszarów, które stanowią o jakości noclegu – pełen wybór dań na ciepło i zimno, stałe dokładki w przypadku braków, napoje ciepłe i zimne; można trafić na przysmaki słowackiej kuchni, a nie tylko sieciowe jedzenie. Personel na bieżąco dba o uzupełnianie pojawiających się braków.

Hotel na googlach ma ocenę 4,2/5. Oceniłbym nawet wyżej na 4,4/5.

Wady i zalety:

  • + lokalizacja
  • + obsługa
  • + czystość
  • + śniadanie
  • + pokój
  • + łóżko
  • – brak rozbudowanej strefy sport & wellnes
  • – standardowa cena

Moja rekomendacja – jak najbardziej TAK, ale polujcie na okazje cenowe.

 

 

 

 

LOT WARSZAWA – ZIELONA GÓRA

Pewnie się zastanawiacie co ten poczciwy LIM-6bis robi w tym miejscu..? Niestety nie wzleci już w powietrze, ale skoro lecimy do Babimostu, to jaki może być inny symbol..?

Czy wiecie, że 21.07.1961 roku na tym lotnisku wylądował nie kto inny, jak sam Jurij Gagarin. Tak, tak, to nie jest żart – otrzymał wtedy tytuł honorowego pilota 45. pułku. Zresztą pułk wizytował też (04.1979 roku) pierwszy polski kosmonauta – ppłk Mirosław Hermaszewski.

Na lotnisku tym lądowały nawet amerykańskie C-5 GALAXY, a więc jakieś skromne latające 380 ton.

Czy wiecie, że od 1969 roku do 1992 roku właśnie takie samoloty, jak widoczny na zdjęciu Lim stanowiły wyposażenie tego pułku i gościły na okolicznym niebie w dni lotne?


Mój 13-ty lot w tym roku, samolot kołował na pas startowy o godzinie 0.13. 1,5h opóżnienia i jak tu nie wierzyć w magię pechowej trzynastki..?

Lot na jeden z najmniejszych portów lotniczych w kraju (IEG) czyli Zielona Góra / Babimost nie był planowany, ale z racji wyższej konieczności rezerwowany w ostatniej chwili. PLL LOT wrócił na trasę WAW-IEG w marcu 2017 roku, po kilku latach nieobecności. W międzyczasie sił na tej trasie próbował SPRINT AIR obsługując loty samolotami SAAB-340 i ATR-42. Dofinansowanie do lotów udzielone przez władze województwa lubuskiego sprawia, że bilety można nabyć w rozsądnej cenie (na ogół 150-200 PLN za RT), a jeśli trafi się promocja, to jeszcze taniej.

Odprawa w WAW – szybka i sprawna, o 21.50 czynne 2 bramki na security, do których kolejek nie było; poprzednio leciałem na tej trasie w listopadzie 2017 i kontrola bezpieczeństwa też zajęła mi 5 minut. Jak na standardy obowiązujące w WAW: szybko, miło i sprawnie.

Lot WAW-IEG:

  1. nr lotu: LO3983
  2. wylot / przylot: 22.35 / 23.35 (rozkładowy czas lotu: 60 minut)
  3. boarding: WAW – rękaw / IEG – autobus
  4. samolot: EMBRAER E-175 (SP-LID)
  5. konfiguracja: 2+2 ilość miejsc: 82 ECONOMY (chociaż podawana jest konfiguracja: 22 BUSINESS + 10 ECOPLUS + 50 ECONOMY) – różnica tylko w pakiecie obsługi
  6. pitch: 31inc / width: 17,3inc
  7. posiłek: woda + batonik prince polo w wersji slim

LOT zachował się zgodnie ze swoją dewizą czyli (L)ater (O)r (T)omorrow. Start był pózniej,  lądowanie w IEG już następnego dnia, więc wszystko się zgadza. Opóźnienie, zgodnie z pierwotną informacją mówiącą o 55 minut wydłużyło się o następne 45. Na WAW oczywiście nikt niczego nie wie, nie jest w stanie w międzczasie podać bardziej sensownego komunikatu.

Samolot wystartował o godzinie 0.16, lądował w IEG o godzinie 0.52, lot trwał: 38 minut, a opóźnienie wyniosło: 1h17min.

Na pokładzie załoga przeprosiła za powstałe opóźnienie i niedogodności. Podano “posiłek”. Przetestowałem cytrynę – tym razem była podana z uśmiechem.

Światła przez znaczną część lotu były wygaszone; o tej porze to sympatyczny gest; o północy w samolocie każdy chyba bardziej marzy o relaksie i drzemce, niż oddawaniu się innym czynnościom w świetle “jupiterów”.

Port lotniczy Zielona Góra-Babimost, został utworzony na bazie wojskowego lotniska po 45. pułku lotnictwa szkolno-bojowego rozformowanego w 1992 roku.  Pas startowy zdolny do przyjęcia nawet samolotów szerokokadłubowych (2500mx60m), ILS I kategorii. Pod względem technicznym – OK, aż tyle i tylko tyle. Przez lotnisko w 2017 roku przewinęło się ok. 17,7 tys. pasażerów.

Na lotnisku w Babimoście szybko i sprawnie wypakowano nas do autobusu (stary, wysokopodłogowy, port otrzymał go chyba w podziale łupów po upadającym MZK w czasach transformacji ustrojowej). Transport do hali przylotów szybki i bezproblemowy.

 

Hala przylotów – nowy budynek wybudowany w 2017 roku; jedna taśma na bagaże, toaleta. Jak na taki “hub” obsługujący samolot <100 pasażerów z cabin bagiem – OK.

Ale gdyby wylądował tam np. wakacyjny czarter w postaci np. B737 z prawie 200-tką urlopowiczoów z bagażami rejestrowanymi, sądzę, że sceny byłyby dantejskie.

Ciasnota – komuś naprawdę zabrakło wyobraźni i perspektywicznego spojrzenia.

Lot powrotny czyli IEG-WAW:

  1. nr lotu: LO3984
  2. wylot / przylot: 05.45 / 06.50 (rozkładowy czas lotu: 65 minut)
  3. boarding: IEG – pieszo / WAW – rękaw
  4. samolot: EMBRAER E-170 (SP-LDG)
  5. konfiguracja: 2+2 ilość miejsc: 70 ECONOMY
  6. pitch: 31inc / width: 17,3inc
  7. posiłek: woda + batonik prince polo w wersji slim

Samolot wystartował o godzinie 05.55, lądował w IEG o godzinie 06.36, lot trwał: 41 minut, przylot więc punktualny (przed czasem).

“Terminal” odlotów, to stary budynek, w którym znajdziecie check-in, punkt wypożyczenia aut, dwie bramki, z czego czynna jedna.

I tu zaczyna się clou programu. Obsługa bramek security odprawiając jeden samolot dziennie ma więcej czasu niż grecki emeryt. Dla nich czas się zatrzymuje, on płynie jak sjesta w Portofino. Nie to, żeby byli niemili, wręcz przeciwnie – są uprzejmi, ale chyba biją nieustająco rekord guinessa w długości strajku włoskiego.

A teraz – co widziałem podczas ostatniej odprawy:

  1. nakaz zdjęcia klapek przez kobietę i umieszczenia ich w kuwetce! – szok, że trampek nie kazali mi ściągać, chyba nie zauważyli;
  2. pierwszy (i jedyny) raz sprawdzano mi nawet przegródki i karty kredytowe w portfelu na obecność mikrośladów materiałów wybuchowych i nie byłem jedyny, któremu to wyrządzono;
  3. na koniec “strażnik teksasu” tak przyspieszył, że zabrał mi moją kuwetkę, gdzie po kontroli była jeszcze garść monet.

Odprawa ok. 60 odlatujących pasażerów zajęła grubo ponad godzinę(!), robiąc przy tym sztuczny tłok, nerwówkę. Dodajmy do tego fakt, że brak jest możliwości skanowania kodów kreskowych i całość procedury odbywa się ręcznie odhaczając poszczególnych pordróżnych na kartce, mamy obraz odprawy w Babimoście.

Na plus zasługuje z pewnością kultura pracowników – na trzy loty z IEG, zawsze miałem naprzeciwko nadgorliwych służbistów, ale uśmiechniętych i uprzejmych.

W stosunku do ostatniej odprawy w IEG – zorganizowano mini-sklepik z napojami i przekąskami.

Ogólne wrażenia z podróży na trasie WAW-IEG-WAW:

  • + miła obsługa na pokładzie
  • + zaskakująco szybka kontrola bezpieczeństwa w WAW
  • + skierowanie przez LOT do obsługi linii Embraerów –  wygodniejsze i bardziej komfortowe niż Q400
  • + miła i symaptyczna obsługa w IEG
  • + zorganizowanie prostego stoiska napoje ciepłe/zimne/przekąski w IEG (w listopadzie 2017 jeszcze tego nie było)
  • – opóźnienie lotu (WAW-IEG)
  • – poczęstunek – tragedia (wszyscy, co latają LOTEM wiedzą, że parę miesięcy temu na krótkich trasach zabrano nawet ciepłe napoje (kawa/herbata); co więcej ostatnie 6 Embraerów E-195 nie ma nawet “kuchni” na pokładzie (!) – brawa dla zarządu LOTU…
  • – bramki security w IEG – tego nie da się opisać, przez to trzeba przejść
  • – brak skanerów boarding passów – odprawa ręczna – a tak niewele trzeba, aby to poprawić
  • – brak w IEG autobusu lotniskowego lub chociażby niskopodłogowego; starsza osoba  – nawet z podręcznym może mieć problem z wejściem po schodach
  • – o przestrzeni w hali przylotów już pisałem (dobrze, że chociaż ją wybudowali)